Rosja przeprowadziła atak rakietowy na Lwów, położony ok. 70 km na wschód od granicy z Polską; w mieście w środę po południu słychać było wybuchy, jednak dwie rakiety, które leciały w jego kierunku, zostały zestrzelone, jak powiadomiły lokalne władze.
„Blisko godziny 14:40 (13:30 czasu polskiego) w kierunku Lwowa leciały dwa wrogie (pociski hipersoniczne) Kindżał. Siły obrony powietrznej je unieszkodliwiły” – napisał na sieciach społecznościowych mer Lwowa Andrij Sadowy.
Sadowy podkreślił, iż na razie nie ma informacji o tym, by w wyniku ataku ucierpieli ludzie. Nic nie wiadomo również o ewentualnych uszkodzeniach budynków. Wcześniej mer pisał, iż we Lwowie działa obrona powietrzna. Media pisały, iż w mieście słychać było eksplozje. Jeszcze wcześniej Siły Powietrzne Ukrainy ogłosiły, iż w Rosji wzbił się w powietrze samolot MiG-31K, który przenosi rakiety Kindżał. Alarm powietrzny ogłaszano na terytorium całego kraju.
Władze Kijowa ostrzegają przed atakami
Władze stolicy Ukrainy, Kijowa, ostrzegły mieszkańców o kolejnych, możliwych atakach rakietowych Rosji i zaapelowały, by pilnie zaopatrzyli się w zapasy wody. Ryzyko ataków jest realne, szczególnie podczas utrzymujących się mrozów, jak uprzedzono.
„Kijów opiera się przeciwnikowi w jednym z najbardziej trudnych sezonów grzewczych. (…). Póki utrzymuje się niska temperatura, istnieje ryzyko ponownych wrogich ataków” – oświadczyła kijowska administracja miejska. „Apelujemy do mieszkańców o sprawdzenie i, w razie potrzeby, uzupełnienie zapasów wody” – wezwano w komunikacie.
W wyniku rosyjskich ataków rakietowo-dronowych Kijów walczy z brakiem prądu, ciepła w mieszkaniach i wody. Szczególnie cierpią mieszkańcy dzielnic na lewym brzegu rzeki Dniepr, w których domach energii elektrycznej nie ma już od ponad miesiąca. Trochę lepsza sytuacja panuje na prawym brzegu Dniepru; tam prąd bywa częściej i kaloryfery są bardzo słabo, ale jednak podgrzewane. W domach brakuje jednak ciepłej wody.










