Rozmyślania o Drodze Krzyżowej

bialyorzel24.com 4 godzin temu
Fot. Przemysław Wiśniewski

Są wojny w nas
Są wojny między nami
Te drugie nie dzieją się bez tych pierwszych

I
Jezus na śmierć skazany

Tej nocy jeszcze nie zamknąłem oczu
Choć jedno podbite to nie zdobyte
Drugie – krwawe wyławia błyski w mroku
By je w brzask złożyć grzać myśli półżywe

Więc nie umarłem pod koroną z cierni
Nagle nadzianą na modlitwę prostą
I niedowiarki – ale wam przecież wierni –
Nie przegonili mnie ode mnie chłostą

Czcigodni sędziowie! (nie wiem czci czyjej)
Nie kryjcie krętych rozmów niespokojnych
Umyjcie ręce bo czas się już wije
Nie takie przecież toczyliście wojny

A niech Barabasz kiedyś was zapyta
O drogę – który sędzia mu odpowie
Że dla złoczyńcy to wiedza ukryta
Po co pytasz? – to tylko „oto człowiek”

II
Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Czy ciebie zasiał ten sam co mnie Ojciec?
Czy rosłeś jak ja wśród pól ledwo żyznych?
Czyś z pnia jednego a może z ich kroćset?
Gdzie pochowałeś po ostrzach swe blizny?

A może rosłeś przy zbożu? Pamiętam
Nasz chleb dzielony przed kaźnią wieczorem
Możeś mu cieniem służył? W gałęziach
Gniazda kwiliły ci w upalną porę

Przecież mój ojciec rzemieślnik miał w rękach
Bym przysiągł – twego bliskiego sąsiada
Nie wiem dąb platan czy cedr – jedna męka
Tyś wszak nie człowiek więc sam nie upadasz

Wyglądasz na strudzonego wędrowca
Co pił kiedyś soki Tybru Gangesu –
Tchnienie me lepkie wyciśniesz – by zostać
Z czarnego morza – żywicą bez grzechu

III
Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Czemu tak sztywno rozkładasz ramiona
Jakbyś mnie porazić chciał bezradnością
I jakbyś pragnął żebym już tu skonał
Pomnij – z Golgoty nie będę uchodźcą

Choć mnie kładziesz nie mamy ucieczki
Nikt nas nie zawraca ni nie podnosi
Pomimo iż czterej rosną ci jeźdźcy
Tyś drogowskazem co jeden szlak mości

Dokąd cię później ta droga zaniesie?
Może uczynią świątka przydrożnego
Nie brzozowyś więc nie w wojennym lesie
Wstawią cię w polu – mnie frasobliwego

Z serca promienie me wystrzelą wszędzie
Ran po gwoździach nie zechcą nam łatać
Dla bolesnej męki – miej miłosierdzie
Dla mnie i tego i tamtego świata

IV
Jezus spotyka Matkę swoją

Synu niszczony gdziem Ciebie przywiodła?
Kraina cieni co swych mędrców gnębi
Gorliwa ziemia zatopiona w modłach
Już tak głęboko iż nie słyszy głębi

Stało się – wiedziałeś iż Cię tu wiodę
Mogłam Ci wtedy nic nie mówić w Kanie
Woda w wino wino w krew a krew – w drogę
Może krzyż i cud w końcu się odstanie?

Ja się nie kurczę i wcale nie znikam
Patrz łapię pióro białej gołębicy
Co ją setnicy złapali we wnykach
By szydzić z anioła na krótkiej smyczy

A ja tym pierzem stworzę Ci Nazaret
Jerozolimę – nową Galileę
Gdzie drzewa nie rosną nikomu na karę
A matki krzyczą tylko raz: w Betlejem

V
Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Bo tak miało być – nikt mnie nie przymuszał
Nie ma przypadków gdy na nic ucieczka
Raz tylko pchnęli i kazali ruszać
Mą teraz Twoja wyboista ścieżka

Ale czemu ja? Nietutejszy kupiec
Pełno wkoło tych co tej ziemi syny
Oni tylko lżą chowając się w tłumie
Jakby jeszcze mnie chcieli o co winić

Może by chyłkiem znieść ten krzyż z powrotem?
Niechby Cię Panie zostawili wreszcie
Chwilę poniosę przez strome wykroty
Potem krzyknę im: wasz on – sobie nieście!

Ale może jest nas takich tu więcej?
Już widzę ją co trzyma chustę jasną
Czy tylko ona ulży Ci w udręce?
Łatwiej odbić twarz niźli odbić miasto

VI
Święta Weronika ociera twarz Jezusa

Zatrzymałeś krew co mnie opuszczała
Za ten cud przyszłam otrzeć Cię z udręki
Chustę uszyłam z nici po sztandarach
Bitew tych próżnych chociaż nieulękłych

Prawdziwą walkę każdy toczy w sobie
Zło – jak mówiłeś – wychodzi nam z środka
I gdy tę pierwszą bitwę przegra człowiek
Puste ziarna rzuca tym których spotka

Z Ciebie tylko Twoja krew wychodzi
Nie wypowiadasz skargi ani wojny
Nie zrobię makatki ni flagi w grodzie
Z ran i twarzy do bólu spokojnej

Aniołowie stróże choć droga żmudna
Z żyłek kruchych między pełnią a nowiem
Dla każdego z nas tkają takie płótna
Kto się odważy przyłożyć swą głowę

VII
Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

Wiara nadzieja miłość – drogą prawdą
Życiem są. Idą. Życiem płyną niosą
Cię na sobie. Nie mogą mocą żadną
Uchronić się przed upadkiem przed ciosem

Gdzie cię wnet szukać wierny towarzyszu?
Czy użyźnią rów twe zbutwiałe wióra?
Czy wyrośniesz wichrem co goni ciszę
I przyczajony czeka burzy w chmurach?

Czy będziesz progiem portowej tawerny?
A może oparciem łóżka w zamtuzie?
Gdy tu upadniesz towarzyszu wierny
Przejdą po tobie zagonieni ludzie

Lub sługa śmiały tak z tobą porobi
Że cię do pałacu wniosą nad ranem
Żebyś w palenisku namiestnikowi
Moją krwią zatętniał sny potargane

Roman Adamski
Fragment książki „Oto człowiek. Rozmyślania o Drodze Krzyżowej”

Roman Adamski – absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarz Polskiego Radia Rzeszów zajmujący się tematyką: społeczną, polityczną, kulturalną i literacką. Autor słuchowisk: „Nieidealne jasełka zdalne”(2021) oraz „Święta powstaje” (2025). Opublikował trzy zbiory poezji: „Poglądacz” (1991), „Sklep ze śmiesznymi mostami” (1993) oraz „Oto człowiek” (2023). W 2015 r. finalista Grand Press w kategorii reportaż radiowy za audycję „Leon i Czesio. Żyd i Polak w jednym stali domu”. W 2023 r. za wiersze z cyklu „Oto człowiek” otrzymał statuetkę Białego Kruka w Konkursie na Wiersz Klasyczny im. M. J. Kawałki w Rejowcu. Wykłada dziennikarstwo na Uniwersytecie Rzeszowskim.

Przemysław Wiśniewski – pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego, reżyser teatralny i fotografik, od kilku lat związanym z Rzeszowem. w tej chwili prowadzi Teatr Fotografii (www.przemekwisniewski.pl), ma na swoim koncie m.in. projekty pt. „Pandomia” oraz – przez cały czas tworzony – „Poczet królów i książąt polskich”.

Idź do oryginalnego materiału