
W wieku 93 lat odszedł Jarosław Abramow-Newerly – pisarz, dramaturg, satyryk i człowiek, który przez całe życie z niezwykłą czułością przyglądał się ludziom. Miał dar opowiadania o sprawach ważnych bez patosu, z uśmiechem, ironią i ogromną życzliwością. Tacy twórcy odchodzą rzadko, ale kiedy już odchodzą, zostawiają po sobie nie tylko książki. Zostawiają sposób patrzenia na świat.
Urodził się w Warszawie, dorastał na Żoliborzu, a wojenne dzieciństwo opisał później we wzruszających „Lwach mojego podwórka”. Był synem wybitnego pisarza Igora Newerlego, ale bardzo gwałtownie udowodnił, iż potrafi wypracować własny, niepowtarzalny styl.
Już w czasie studiów, w 1954 roku, został współzałożycielem Studenckiego Teatru Satyryków, dla którego pisał skecze, monologi i piosenki, a także występował. Debiutował jako satyryk w 1955 roku na łamach tygodnika „Szpilki”, a dwa lata później wydał zbiór :Myślenie ma kolosalną przyszłość”, grupujący teksty powstające dla STS.
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych rozkwitła jego twórczość dramaturgiczna. Sztuki takie jak „Anioł na dworcu”, za którą otrzymał nagrodę imienia Piętaka i Fundacji Kościelskich, „Derby w pałacu”, „Klik-klak” czy „Maestro”, wystawiana z sukcesem przez Kazimierza Dejmka, zdobyły uznanie na czołowych scenach kraju. Równolegle pracował w Polskim Radiu jako kierownik Redakcji Teatru Młodego Słuchacza, tworzył słuchowiska, a także komponował muzykę i pisał teksty piosenek, w tym popularnych utworów wykonywanych przez czołowych artystów.
Dla wielu Polaków szczególnie bliska pozostanie jednak inna część jego życiorysu – ta kanadyjska. W 1985 roku, zmęczony atmosferą stanu wojennego wyjechał do Kanady wraz z żoną Wandą, biologiem i wirusologiem, która otrzymała propozycję pracy naukowej, oraz małą córką. Najpierw zamieszkali w Kingston, a następnie przenieśli się do Toronto.
Przez wiele lat obserwował życie Polonii z perspektywy człowieka, który sam musiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie idealizował emigracji. Wiedział, iż daje ona szansę na nowe życie, ale niesie też tęsknotę, samotność i nieustanne porównywanie dwóch światów – tego pozostawionego i tego budowanego od nowa.
Kanada stała się dla niego nie tylko miejscem zamieszkania, ale także źródłem wielu literackich inspiracji. Potrafił dostrzec piękno kraju otwartego na różnorodność, a jednocześnie z wielką czułością opisywał los ludzi, którzy choćby po wielu latach nosili w sobie kawałek dawnej ojczyzny. Emigranci pamiętają jego cykl felietonów „Pan Zdzich w Kanadzie” drukowane w „Związkowcu”. Jego książki takie jak „Alianci”, wspomniany już „Pan Zdzich w Kanadzie”, „Kładka przez Atlantyk”, „Nawiało nam burzę” oraz „Młyn w piekarni” pokazywały, iż emigracja nie musi oznaczać zerwania z przeszłością. Można przecież mieć dwa domy – jeden w sercu, drugi na emigracji.

Jarosław Abramow-Newerly i Maria Nowotarska podczas spektaklu „Dopóki śpiewam ja” na deskach Salonu Poezji, Muzyki i Teatru w Toronto.
Jarosław Abramow-Newerly należał do pokolenia twórców, którzy nie potrzebowali głośnych manifestów. Wystarczała im dobra historia i uważne spojrzenie na drugiego człowieka. W jego opowieściach było miejsce na humor, wzruszenie i refleksję. choćby kiedy pisał o trudnych doświadczeniach, pozostawiał czytelnikowi nadzieję.
Dziś żegnamy nie tylko cenionego pisarza i satyryka. Żegnamy człowieka, który potrafił budować mosty między Polską a Kanadą, między przeszłością i teraźniejszością, między śmiechem a zadumą. Jego książki pozostaną świadectwem tego, iż najciekawsze historie rodzą się z uważnego słuchania ludzi i z umiejętności dostrzegania niezwykłości w zwyczajnym życiu.
To właśnie dlatego będzie go brakowało. Ale właśnie dlatego pozostanie z nami na długo.










