Czy może być jakiś zysk?

vdg.pl 5 dni temu
Zdjęcie: Cytat – Felietony Bernarda Gaidy


O konflikcie dwóch prezydentów na tle tragedii wołyńskiej i jego opłakanych skutkach napisano i powiedziano już chyba wszystko. Czy któryś z nich tylko nieświadomie popełnił błąd? Nie sądzę. Zarówno w Ukrainie, jak i w Polsce prezydenci zyskali zwiększenie poparcia społecznego, osłabili obozy im nieprzychylne. Wywołali też potrzebną racjonalną dyskusję, ale i lawinę.

Odbiór społeczny potwierdził, iż polityka nie jest platformą do wyjaśniania biegu historii, bo prawda i rzetelność kilka tu znaczy. Obydwaj prezydenci postąpili źle. W Polsce z silnie narastającymi nastrojami nacjonalistycznymi skutkuje to gwałtownym wzrostem najgorszych instynktów. Widać to na ulicach i w mediach. Nacjonalistom jest obojętne, czy ostrze ich ataków kieruje się przeciw Ukraińcom, Niemcom czy ogólnie migrantom. Celem jest karmienie ksenofobii, lęków i poczucia wyższości. Ostatni czas pokazuje, iż powód się zawsze znajdzie. Głosy zwracające uwagę na błąd przedkładania historii ponad współczesność i moralną niedopuszczalność stosowania zasady winy zbiorowej, a zwłaszcza obciążania nią współczesnych społeczeństw, zagłuszane są emocjami i wrogością. Emocjom ulegają coraz szersze kręgi, a politycy wsłuchani w nastroje społeczne zmieniają swoje postawy. W większości na gorsze. A tymczasem właśnie współcześni Ukraińcy ponoszą niewyobrażalne ciężary i cierpienia wojny. Nie wolno ich osłabiać!

Czy ten konflikt czegoś uczy? Pokazuje pułapkę, w jaką wpadają zwolennicy zbiorowego gloryfikowania całych formacji. Wpadł w nią prezydent Zełenski, nadając imię „Bohaterów UPA” jednostce wojskowej. Pośrednio uznał więc całe UPA i wszystkie jej działania za bohaterstwo. Trudno w tym dostrzec choćby cień potępienia masowych zbrodni popełnionych na polskiej ludności Wołynia, jak i zrozumienia polskiej wrażliwości. W wyniku tego, oprócz równie błędnego gestu prezydenta Nawrockiego odebrania orderu, trwa w Polsce pozbawione wrażliwości pouczanie Ukraińców. A przecież podobną pułapkę zastawiono w Polsce, kiedy w 2011 r. bez uwzględniania wrażliwości innych ustanawiano Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Wtedy na Romualdzie Rajsie „Burym” ciążyły już udowodnione przez IPN zarzuty powojennego ludobójstwa na prawosławnej ludności Podlasia. Jako młodzieniec wędrujący po Gorcach spotykałem starych górali surowo osądzających rabunki i mordy Józefa Kurasia „Ognia” i jego ludzi.

Znana jest surowa ocena moralna jego działań wobec Słowaków na Spiszu i Orawie. To tylko dwa przykłady dowódców z grona „żołnierzy wyklętych”, którzy dokonali czynów zbrodniczych, nie dających się usprawiedliwić „żadną racją” (cytat z sentencji wyroku Sądu w Białymstoku). Niestety nie były to jedyne przypadki. Także w szeregach AK w czasie wojny byli żołnierze, którzy pod pozorem walki o niepodległość zadawali ból i cierpienie niepolskiej ludności cywilnej. Mord na ukraińskich mieszkańcach Sahrynia w 1944 r. nie jest dzisiaj wiedzą tajemną. Nie wolno zrównywać ani skali, ani okrucieństwa, ani liczb, bo każda niewinna ofiara woła o pomstę do nieba! Nie wolno też wyłącznie od innych oczekiwać wrażliwości, tylko innym wytykać winy, a niewygodne fakty pokrywać karkołomnymi interpretacjami. Także w Polsce nie dokonuje się ekshumacji masowych grobów cywilnych ofiar powojennych obozów dla Niemców, wiedza o ich istnieniu jest znikoma, a w Potulicach choćby to masowe miejsce spoczynku zagrożone jest trwającą eksploatacją żwiru.

Zyskiem, który z tego konfliktu o pamięć historyczną powinien pozostać, jest bardziej obiektywne spojrzenie na historię tej części Europy. Poprzez odsłanianie mniej znanych faktów lepiej zrozumiane będą źródła tamtego konfliktu, nie po to, by usprawiedliwiać zbrodnie, ale by utrwalić prawdę, iż czarno-białe postrzeganie historii jest ułudą, iż każdy naród ma swoje ofiary i swoich zbrodniarzy, a wina i bohaterstwo nie są cechą zbiorowości. I tylko wtedy można je upamiętniać.

Bernard Gaida

Idź do oryginalnego materiału