
Na zdjęciu polegli żołnierze. Od lewej: Aidan Goulding, Shaun Farrell, Morgan Wong I Hayden Lykkemark
Czterech kanadyjskich żołnierzy zginęło, a 39 zostało rannych w pożarze, który w sobotę, 17 października, ogarnął poligon wojskowy w Wainwright w Albercie. Stan 19 poszkodowanych jest krytyczny. Ogień, podsycany przez gwałtowne podmuchy wiatru, rozprzestrzenił się tak szybko, iż żołnierze nie zdążyli uciec. Premier Mark Carney nazwał wydarzenie jedną z największych tragedii kanadyjskich sił zbrojnych na terenie kraju w czasie pokoju.
Ministerstwo Obrony Narodowej podało nazwiska poległych. Są to sierżant Morgan Wong z Edmonton, szeregowy Shaun Farrell z Prince Albert w Saskatchewan, szeregowy Aidan Goulding z North Vancouver oraz szeregowy Hayden Lykkemark z Langley w Kolumbii Brytyjskiej.
Wong należał do pułku Loyal Edmonton Regiment i służył w 3. batalionie Princess Patricia’s Canadian Light Infantry. Pozostali trzej żołnierze również byli członkami tego batalionu, stacjonującego w Edmonton.
Ogień pojawił się w ciągu kilkudziesięciu sekund
Do tragedii doszło około godziny 16 podczas intensywnych ćwiczeń bojowych z użyciem ostrej amunicji. Żołnierze trenowali rzucanie granatami ręcznymi oraz atak niewielkiego oddziału na pozorowane pozycje przeciwnika.
Według generała majora Wade’a Rutlanda, dowódcy 1. Dywizji Kanadyjskiej, pożar traw na terenie bazy był znany służbom już wcześniej. Ogień znajdował się jednak w odległości około kilometra od ćwiczących żołnierzy i nie uznano go za bezpośrednie zagrożenie.
Sytuacja zmieniła się dramatycznie, kiedy nad poligonem przeszły gwałtowne podmuchy wiatru. Płomienie pokonały odległość około kilometra w czasie krótszym niż minuta.
Rutland przytoczył relację jednego z dowódców, który opowiadał, iż jeszcze chwilę wcześniej w pobliżu nie było widać ognia, a po 30–60 sekundach płomienie znajdowały się już bezpośrednio przy żołnierzach.
Generał przyznał, iż nigdy wcześniej nie widział pożaru rozprzestrzeniającego się z taką szybkością.
W sobotę kanadyjskie służby meteorologiczne ostrzegały przed silnym wiatrem w znacznej części Alberty. Prognozowano porywy dochodzące do 90 km/h. W rejonie Wainwright około godziny 16 odnotowano prędkość wiatru sięgającą 69 km/h.
Wcześniej warunki pogodowe mieściły się, według wojskowych, w granicach dopuszczających prowadzenie ćwiczeń.
Dlaczego nie przerwano szkolenia?
Jednym z najważniejszych pytań jest to, dlaczego ćwiczenia kontynuowano, mimo iż na terenie bazy już wcześniej zauważono pożar.
Rutland potwierdził, iż służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo poligonu wiedziały o ogniu. Uznano jednak, iż szkolenie może jeszcze przez pewien czas trwać.
Nie wiadomo, co spowodowało zapalenie się traw. Śledczy zbadają między innymi, czy ogień miał związek z używaną podczas ćwiczeń amunicją, a także czy adekwatnie oceniono zagrożenie wynikające ze zmieniającej się pogody.
Wojsko podkreśla, iż obowiązują ścisłe procedury bezpieczeństwa. Dochodzenie ma ustalić, czy zostały one prawidłowo zastosowane i czy tragedii można było zapobiec.
Według Ministerstwa Obrony Narodowej nic nie wskazuje na działalność terrorystyczną. Nie stwierdzono również, aby pożar był związany z uszkodzeniem infrastruktury naftowej lub gazowej.
Generał Rutland przewiduje, iż pełne dochodzenie potrwa co najmniej miesiąc.
Szpitale ogłosiły stan nadzwyczajny
Skala tragedii wymagała natychmiastowej mobilizacji służb ratunkowych w Albercie i sąsiednim Saskatchewan.
Władze ochrony zdrowia ogłosiły alarm oznaczony kodem pomarańczowym, stosowany w przypadku zdarzeń z dużą liczbą poszkodowanych. Do Wainwright skierowano 22 karetki oraz osiem statków powietrznych służb medycznych.
Rannych przewożono najpierw do miejscowego szpitala, a następnie do specjalistycznych placówek w Edmonton, Red Deer i Calgary. Wielu żołnierzy doznało rozległych poparzeń i będzie wymagało długotrwałego leczenia.
Brandon Simmons, świadek wydarzeń przebywający w placówce opiekuńczej przy szpitalu w Wainwright, opowiadał CBC, iż personel medyczny natychmiast ruszył na pomoc rannym. Widział żołnierzy z poparzeniami wyciąganych z wojskowych pojazdów i słyszał ich krzyki.
Porównał to, co zobaczył, do scen z filmu wojennego. Przyznał, iż tych obrazów nigdy nie zapomni.
Mer Wainwright Bruce Pugh podkreślił, iż tragedia głęboko dotknęła całą miejscową społeczność, od lat związaną z pobliską bazą wojskową. Było to największe zdarzenie z tak dużą liczbą ofiar, z jakim musiały się zmierzyć lokalne służby ratunkowe.
Kanada pogrążona w żałobie
W niedzielę premier Mark Carney złożył kondolencje rodzinom poległych i zapowiedział opuszczenie flag do połowy masztów na budynkach federalnych w całym kraju.
Podkreślił, iż żołnierze służyli Kanadzie, a teraz obowiązkiem kraju jest otoczenie opieką ich rodzin oraz rannych kolegów.
Lider federalnych konserwatystów Pierre Poilievre mówił o niezwykłej odwadze żołnierzy i ratowników, którzy zamiast uciekać przed płomieniami, ruszyli na pomoc zagrożonym.
Premier Alberty Danielle Smith podziękowała personelowi medycznemu i służbom ratunkowym. Zaznaczyła, iż wielu rannych czeka długa i trudna rehabilitacja.
Minister obrony David McGuinty poinformował, iż mieszkańcy Alberty spontanicznie zgłaszają się do oddawania krwi, przygotowują posiłki dla ratowników i oferują pomoc rodzinom poszkodowanych.
Wainwright, jedna z najważniejszych baz szkoleniowych kanadyjskiej armii, stała się miejscem tragedii, która poruszyła cały kraj.












