Komisja Europejska odrzuciła spekulacje, iż łagodzi podejście wobec Węgier z powodu zbliżających się wyborów parlamentarnych w tym kraju. Rzeczniczka KE Pinho wezwała w poniedziałek dziennikarzy w Brukseli, by nie wiązali kwestii unijnych funduszy z węgierską kampanią wyborczą. Bruksela wstrzymuje w tej chwili około 18 miliardów euro dla Budapesztu z powodu naruszeń praworządności i obaw o korupcję.
Pinho podkreśliła, iż decyzje dotyczące odblokowania lub zamrożenia środków unijnych mają charakter proceduralny. «Cokolwiek robimy czy to w zakresie uwolnienia czy zamrożenie środków unijnych nie ma żadnego związku z wyborami», oświadczyła rzeczniczka. Dodała: «Tak samo jest w przypadku Węgier, jak i w przypadku każdego państwa członkowskiego. Dlatego łączenie wyborów i funduszy UE w jednym zdaniu jest niewłaściwym podejściem. Kiedy jesteśmy gotowi, działamy niezależnie od wyborów odbywających się na Węgrzech czy gdziekolwiek indziej».
Kontrast z amerykańskim wsparciem
Wypowiedź rzeczniczki KE odnosi się również do niedawnej wizyty amerykańskiego sekretarza stanu Marco Rubio w Budapeszcie. Rubio otwarcie poparł premiera Viktora Orbana. Pinho zaznaczyła różnicę w podejściu: «Rząd USA decyduje kogo chce poprzeć i dlaczego. My tutaj w Europie mamy inne podejście, nie mamy zwyczaju popierać lub nie popierać konkretnych kandydatów w trakcie kampanii wyborczej».
Jej stanowisko pojawia się w odpowiedzi na doniesienia mediów, w tym "Financial Times", sugerujące iż Komisja Europejska mogła złagodzić kurs wobec Budapesztu. Według tych relacji miałoby to zapobiec oskarżeniom o ingerencję w wybory zaplanowane na 12 kwietnia. Władze węgierskie mogłyby bowiem zarzucić KE próbę wpływania na wynik wyborów.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).









