Złowrogi cień morderców przykrył prawdę o pacyfikacjach

radiokielce.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: złowrogi


Na grafice (od lewej): SS-Hauptscharführer Wolfgang Rehn, Franz Wittek. W tle pomnik upamiętniający ofiary zabite w bunkrze. / Źródło: Radio Kielce

Zdrajcy przygotowali listy osób aresztowanych następnie przez Niemców w Mniowie. Część z nich spalono żywcem na Raszówce. Kilkanaście dni później nastała druga fala pacyfikacji. Także za tymi morderstwami stali niemieccy agenci. Wreszcie dzięki zdradzie hitlerowcy odkryli konspiracyjny bunkier na Kamieńcu. Ze wszystkich tragedii, ta jest najmniej znana.

W kolejnym odcinku magazynu sensacji Radia Kielce zajmiemy się tragedią, która miała miejsce w gminie Mniów. W zasadzie chodzi o kilka tragedii, które określane są jako pacyfikacja Mniowa, Pogłodowa i innych wiosek. W natłoku śmierci umknęła nam jednak śmierć sześciu ludzi w leśnym bunkrze. Dlaczego zginęli? Przez zdradę innych Polaków.


Po co zbudowano bunkier koło Mniowa?

Nasze śledztwo zaczniemy od pewnego wyjaśnienia. We wrześniu 1939 roku, po zakończeniu działań wojennych, na kiecczynie wiele samorzutnie powstających grup konspiracyjnych zajęło się zbieraniem leżącego w przeróżnych miejscach uzbrojenia.

Początkowo przechowywano je w wielu skrytkach, gdzie warunki nie były najlepsze. Jesienią 1942 roku dowództwo struktur Związku Walki Zbrojnej podjęło decyzję o utworzeniu na terenie Placówki Mniów specjalnego schronu, w którym postanowiono złożyć broń.

Lokalizację wybrał gajowy z Mniowa Wawrzyniec Drogosz. Uznał on, iż najlepszym miejscem będzie trudno dostępny teren leśny tzw. Kamieniec. Ten obszar lasu po dziś jest trudno dostępny, bowiem znajdują się tam pozostałości po dawnych kamieniołomach.

Jesienią Jan Brelski i Stanisław Janus z Pogłodowa rozpoczęli budowę. Pomagał im Jan Chyb z Zaborowic. Jeszcze w grudniu 1942 roku złożono tam zebraną w 1939 roku broń.

Zapiski podają, iż znajdowało się tam: 3 ckm, kilkanaście lkm, ponad 30 karabinów mauser, kilkaset granatów obronnych, skrzynki z amunicją i dużą ilość wojskowego oporządzenia. Ilości uzbrojenia podajemy zgodnie z zapisami w opracowaniach, ale jednocześnie uważamy, iż ilości te są zawyżone.

Droga do tajnego bunkra. / Fot. Dionizy Krawczyński – Radio Kielce

Niewiadome…., niewiadomie… i znaki zapytania

W naszym dziennikarskim śledztwie zajęliśmy się też niewiadomymi dotyczącymi bunkra. Niestety im dalej od wojny tym jest ich więcej. Poniżej przedstawiamy je w usystematyzowany sposób.

W styczniu 1943 roku dowództwo, a w zasadzie opiekę nad bunkrem, objął Józef Kruk „Cisowski” z Serbinowa. Był on jednym z twórców struktur Kadry Polski Niepodległej na terenie gminy Mniów. Nie mamy pewności czy nie działał on równolegle w ZWZ, bowiem jesienią 1942 roku został dowódcą jednej z sekcji dywersyjnych tej organizacji. Według nas struktury KPN na terenie gminy Mniów weszły w skład ZWZ już na przełomie 1942/43. Odtąd nie ma już wątpliwości, iż „Cisowski” jest żołnierzem ZWZ, a w skład dowodzonej przez niego sekcji weszli prawdopodobnie jego wcześniejsi podwładni z KPN.

Wielkie zamieszanie w opisie historii Placówki AK Mniów wprowadził w swoim opracowaniu Tadeusz Janduła, myląc struktury KPN i ZWZ/AK. Podał on, iż dowodzący strukturami KPN ppor. Zygmunt Gruszczyński „Grot” nie miał zdolności przywódczych i nie cieszył się autorytetem wśród swoich podwładnych. Na jakiej podstawie sformułowano taką tezę? Nie wiemy i co ważne nie znaleźliśmy w opracowaniach źródłowych jej potwierdzenia.

Zajmijmy się jeszcze sprawą bunkra i znajdującej się tam broni. Z części opisów wynika, iż w bunkrze przez cały czas ktoś przebywał. Wydaje nam się to mało prawdopodobne. Oczywiście w pierwszym okresie po złożeniu należało zając się konserwacja broni, ale bunkier mający charakter magazynu był jednym z najbardziej tajnych miejsc i nie było powodu, aby cały czas tam ktoś przebywał. prawdopodobnie częstotliwość wizyt była ograniczona jeszcze z jednego powodu: odwiedzający go żołnierze pozostawiali na śniegu ślady, co mogło doprowadzić do dekonspiracji miejsca.

Lokalizacja bunkra. / Źródło: Dionizy Krawczyński – Radio Kielce

Dlaczego okradziono bunkier?

Jak podawaliśmy już wcześniej, lokalizacja bunkra objęta była ścisłą tajemnicą. Mimo to w lutym 1943 roku (Janduła podaje, iż miało to miejsce 7 lutego, ale nie znaleźliśmy potwierdzenia tej daty) pojawiła się tam grupa ludzi z oddziału Pawła Stępnia „Gryf”, która dojechała na miejsce saniami. Skąd dowodzący oddziałem KPN wiedział o lokalizacji bunkra?

Niewątpliwie zdradził to ktoś z ludzi „pilnujących” magazynu. Nie wykluczamy, iż osoba ta wręcz zaprowadziła „Gryfa” do bunkra. Część materiałów podaje, iż „wystraszona ochrona bunkra bała się zaprotestować”. Jest to mało prawdopodobne, bowiem nie istniała ochrona bunkra jako oddział stacjonujący tam pod bronią. Co więcej, uważamy, iż w dniu kradzieży nie było w bunkrze nikogo.

Dlaczego Paweł Stępień „Gryf” ukradł broń? W omawianym okresie cześć struktur KPN, którymi dowodził Paweł Stępień „Gryf” przeszła już do ZWZ/AK. On sam i dowodzony przez niego oddział partyzancki, choć od długiego czasu współpracował wojskowo z ZWZ to formalnie nie wszedł jeszcze w skład tej organizacji (nastąpiło to formalnie w czerwcu 1943 roku). Według Janduły „Gryf” swoją akcję tłumaczył rozkazem komendantka Obwodu Kielce ZWZ/AK. Jest to nieprawdopodobne. Dlaczego Józef Włodarczyk „Wyrwa” miał dać rozkaz, aby ukraść broń z magazynu podległej mu organizacji?

Zapewne po latach nie dowiemy się jakimi motywami kierował się „Gryf”. Może główną rolę odegrała tu chęć posiadania jak największej ilości broni, niezależnie od sposobu jej zdobycia?

Na zdjęciu Paweł Stępień „Gryf”. / Źródło: archiwum własne

Już nie magazyn, a kryjówka

Niezależnie od motywów kradzieży faktem jest, iż bunkier w lutym utracił swoje znaczenie jako magazyn broni. Z biegiem czasu coraz częściej kwaterowali tam ludzie zagrożeni aresztowaniem. Nie był to formalny oddział partyzancki, jak opisują niektórzy. Samo miejsce stawało się konspiracyjna leśną kwaterą, która miała jednak charakter wojskowy, bowiem wystawiano wartownika. Zaprowiantowaniem znajdujących się tam ludzi zajmował się Władysław Tobera sołtys Mniowa, a nielegalnym wypiekiem chleba: Edward Tkaczyki, Ignacy Skrzypczyk i Antoni Żmiński.

W opisach wydarzeń znajdujemy zapis, iż wiosna 1943 roku do bunkra przybyły dwie grupy zdekonspirowanych z Kielc i Warszawy. Nie znajdujemy potwierdzenia takiej sytuacji w dokumentach. Możliwe, iż w niektórych wspomnieniach pomylono miejsca, bowiem grupa konspiratorów z Warszawy dotarła, ale do obozowiska Pawła Stępnia „Gryfa”, które znajdowało się z drugiej strony kompleksu leśnego. Nie znajdują też potwierdzenia informacje o sporach z ludnością i niesubordynacji wobec dowódców, o czym poniżej.

Tu znajdował się tajny bunkier. / Fot. Dionizy Krawczyński – Radio Kielce

Gestapo zarzuca sieć

26 maja niemiecka ekspedycja karna przeprowadziła pacyfikację gminy Mniów. Część pojmanych spalono żywcem w jednym z domów na Raszówce (niedaleko od lokalizacji leśnego bunkra). Niedługo po tej katastrofie bunkier odwiedził Tadeusz Petrykowski „Jordan”, który na rozkaz Komendy Obwodu Kielce AK został Komendantem Podobwodu Zachodniego w skład którego wchodziła Placówka Mniów. Niewyobrażalne jest, aby przełożony zarządził odprawę w miejscu, w którym kwaterują ludzie niepodporządkowani organizacji.

Podczas wizyty Petrykowskiego w bunkrze dowiedział się on, iż istnieją zdjęcia z niemieckiej pacyfikacji Mniowa i morderstwa na Raszówce. Autorem tych zdjęć miał być Dionizy Nowak ps. „Mecenas” odpowiedzialny w gminie Mniów za zbiórkę kontyngentów, a jednocześnie żołnierz AK. Nikt wówczas nie wiedział, iż jest on jednocześnie niemieckim agentem.

15 czerwca 1943 roku „Mecenas” odwiedził Petrykowskiego w jego miejscu pracy (Wydział Rolny w Kielcach), gdzie przekazał odbitki zdjęć – tym samym gestapo rozpoczęło swoją akcję.

Raszówka. Cmentarz wojenny / Fot. www.mniow.pl

Aresztowania i morderstwo w Pogłodowie

16 czerwca w swoim miejscu pracy zostaje aresztowany Petrykowski i cztery inne osoby. Gestapo wkroczyło też do mieszkania Petrykowskiego, gdzie aresztowano Piotra Wcisło „Wicher”.

Tego samego dnia, skoro świt z Kielc wyruszyła grupa I zmotoryzowanego batalionu żandarmerii i Sipo, którą dowodził SS-Hauptscharführer Wolfgang Rehn. Razem z żandarmami jechali gestapowcy dowodzący całą akcją, a wśród nich Franz Wittek – szef siatki agentów, do której należał Dionizy Nowak. Niemcy dojechali do Mniowa i podzielili się na grupy, którym przydzielono konkretne zadania.

Jedna grupa udała się do Mniowa gdzie aresztowano siedem osób wskazanych wcześniej przez agenturę. Aresztowano: Stefana Stachurę, Władysława Podwysockiego, Jana Brelskiego, Władysława Bednarczyka, Smołucha i dwóch mężczyzn o nieustalonych nazwiskach, których odwieziono do kieleckiej siedziby gestapo, a następnie zesłano do Oświęcimia.

Druga grupa żandarmów otoczyła zabudowania Pogłodowa. Zebrali oni 18 osób, w tym 6 kobiet, 10 dzieci i dwóch mężczyzn. Zamknięto ich w stodole Władysława Bednarczyka i żywcem spalono.

SS-Hauptscharführer Wolfgang Rehn. / Źródło: przystanekhistoria.pl

„Mecenas” wskazuje bunkier

Zadaniem trzeciej grupy żandarmów była likwidacja leśnego bunkra. Tego dnia przebywało tam siedem osób: trzech miejscowych żołnierzy AK i czterech gwardzistów z rozbitej 15 maja 1943 roku bojówki Gwardii Ludowej im. Ziemi Kieleckiej. Dociekliwi zadają pytanie, skąd znaleźli się oni w bunkrze? Grupa ta już w grudniu 1942 roku współpracowała z konspiratorami z Sarbic, z którymi przeprowadziła akcje na urząd gminy w Mniowie. Po rozbiciu oddziału czterech gwardzistów dotarło do bunkra prawdopodobnie kilka dni przed jego likwidacją.

Tego dnia rankiem obowiązki wartownika pełnił jeden z żołnierzy AK, który jako jedyny przeżył, a później złożył obszerną relację z przebiegu wydarzeń (podaje on błędną datę wydarzeń).

Według wartownika o świcie do bunkra dotarł Dionizy Nowak „Mecenas”, który poprosił wartownika o pomoc w przeniesieniu ciężkiego radioodbiornika, który zostawił na skraju lasu. Wartownik łamiąc wszelkie zasady bezpieczeństwa opuścił stanowisko. Podczas marszu Nowak wziął karabin wartownika, z którego wyjął zamek. Mężczyźni doszli do miejsca, w którym zamiast radioodbiornika byli ukryci żandarmi, którzy pojmali bezbronnego wartownika.

Nowak wraz z żandarmami powrócił do bunkra i wezwał przebywających tam mężczyzn do poddania się. Odpowiedzią były strzały. Żandarmi obrzucili schron granatami, zabijając wszystkich tam przebywających.

Według jednej z relacji przebywający w bunkrze ludzie nie zostali zabici, ale pojmano ich, a w późniejszym okresie przeszkolono na niemieckich agentów. Teza ta jest fałszywa, choć zawiera ziarno prawdy. Wszyscy przebywający w bunkrze ludzie zginęli poza wartownikiem. On został przewieziony przez Niemców do Kielc, gdzie faktycznie otrzymał propozycje pozostania niemieckim agentem w zamian za życie. Mężczyzna zgodził się i podpisał odpowiednie dokumenty. Przez 10 dni był przez Niemców szkolony, po czym wypuszczono go na wolność. Miał meldować się w Gestapo co dwa dni. Zrobił tak trzykrotnie, po czym zerwał kontakt. Został przyjęty do jednego z oddziałów partyzanckich, w którym złożył dokładną relację z wydarzeń, co przyczyniło się do dekonspiracji kilku konfidentów szkolonych tak jak on.

Pomnik ustawiony w miejscu bunkra, z błędną datą akcji. / Fot. Dionizy Krawczyński – Radio Kielce

Smutny epilog

Dla większości osób lokalizacja bunkra otoczona jest mgłą tajemnicy, ale jak się okazało miłośnicy historii wspierani przez leśników są w stanie dotrzeć i tam. W maju tego roku do bunkra dotarła duża grupa osób, która minutą ciszy uczciła śmierć zabitych tam osób.

Przypomniano historię zdrady i tragedii.

Pozostały jednak pytania na które także my nie znaleźliśmy odpowiedzi. Kto zginął w bunkrze? Gdzie znajdują się szczątki poległych?

Uczestnicy spaceru historycznego. / Fot. Dionizy Krawczyński – Radio Kielce


Idź do oryginalnego materiału