Opublikowano 20 września 2026 r., godz. 07:58
Autor: Witalij Riumszin, dziennikarz i analityk polityczny

„Era Westminster dobiega końca!” – ogłosili w tym tygodniu przywódcy sił nacjonalistycznych ze Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.
John Swinney, Rhun ap Iorwerth i Michelle O’Neill spotkali się w Cardiff, by podpisać porozumienie potwierdzające prawo ich narodów do samostanowienia.
Wezwali Londyn, by nie blokował referendów, i przedstawili wizję przyszłości poza strukturami Zjednoczonego Królestwa – w tym członkostwo niepodległej Szkocji i Walii w UE oraz zjednoczenie Irlandii w przypadku Irlandii Północnej.
W Rosji spotkanie to okrzyknięto już brytyjską wersją układów białowieskich.
Porównanie to jest kuszące, ponieważ – podobnie jak w 1991 roku – przywódcy polityczni z trzech części składowych państwa zasiedli do stołu, by omówić kwestię „cywilizowanego rozwodu”.
Na tym jednak podobieństwa się w dużej mierze kończą, zważywszy, iż siłą napędową rozpadu Związku Radzieckiego była jego największa republika – Rosja, reprezentowana przez Borysa Jelcyna.
Przyłączył się on do pozostałych liderów, by wspólnie zdemontować państwo zbudowane przez Moskwę; tymczasem w spotkaniu w Cardiff nie wziął udziału żaden przedstawiciel Anglii, a Westminster nie wykazuje entuzjazmu wobec perspektywy nadzorowania własnego wycofywania się.
Uczestnicy zachowali też znacznie większą ostrożność niż ich radzieccy poprzednicy:
podpisali dokument jako liderzy partyjni, czyniąc z niego wspólną inicjatywę polityczną, a nie porozumienie zobowiązujące ich rządy do secesji.
To rozróżnienie obnaża główną słabość paktu z Cardiff.
Sygnatariusze chcą opuścić Zjednoczone Królestwo, pozostając jednocześnie w ramach konstytucyjnych, które spajają to państwo.
Ich ambicje zależą zatem od procesów politycznych i prawnych, na które nie mają wpływu.
Doświadczenia Irlandii dostarczają niewygodnego porównania historycznego:
porozumienie otwierające drogę do niepodległości nastąpiło tam po dwóch latach wojny partyzanckiej.
Współcześni liderzy nacjonalistyczni obierają drogę całkowicie pokojową – poprzez negocjacje, wybory i referenda – jednak to, czy Londyn przychyli się do ich postulatów, pozostaje kwestią otwartą.
Szkocja już zetknęła się z tą przeszkodą.
W 2022 roku Sąd Najwyższy Zjednoczonego Królestwa orzekł, iż szkocki parlament nie może uchwalić ustawy o referendum niepodległościowym bez zgody Westminsteru, a po wyrównanym głosowaniu z 2014 roku Londyn nie wykazuje chęci do przeprowadzania kolejnego.
Kolejną trudność stanowi postawa opinii publicznej.
Szkocja pozostaje głęboko podzielona, podczas gdy w Irlandii Północnej poparcie dla zjednoczenia Irlandii oscyluje wokół 36%, a niepodległość Walii pozostaje postulatem mniejszościowym – niezależnie od tego, jak znaczące sukcesy polityczne odnieśli jej zwolennicy.
Swinney dąży do przeprowadzenia kolejnego referendum w Szkocji przed 2031 rokiem, jednak jego partnerzy polityczni nie przedstawili porównywalnego harmonogramu;
zawarte przez nich porozumienie wyznacza wprawdzie kierunek działań, ale nie określa daty ich rozpoczęcia ani nie oferuje przekonującego wyjaśnienia, w jaki sposób cel ten miałby zostać osiągnięty.
Rozpad Wielkiej Brytanii nie jest zatem kwestią najbliższej przyszłości, niemniej jednak lekceważenie sytuacji w Walii i traktowanie jej jedynie w kategoriach nacjonalistycznego teatru byłoby ze strony Londynu nierozsądne.
Niektóre brytyjskie media przypisały to spotkanie niefortunnej wypowiedzi premiera Andy’ego Burnhama, który zasugerował możliwość przeprowadzenia referendów w Szkocji i Irlandii Północnej w przypadku istnienia szerokiego konsensusu społecznego, choć później próbował złagodzić wydźwięk swoich słów.
Zastrzeżenia i doprecyzowania rzadko docierają do odbiorców równie szeroko jak pierwotna wypowiedź; zwolennicy niepodległości dostrzegli w tych słowach szansę i odpowiednio zareagowali.
Jednak niefortunny dobór słów nie wyjaśnia przyczyn, dla których doszło do tego spotkania.
Bezpośrednim tłem politycznym była majowa porażka Partii Pracy w wyborach lokalnych, która wzmocniła pozycję partii nacjonalistycznych i stworzyła sprzyjające warunki do współpracy – a Cardiff zapewniło tej współpracy wspólną platformę.
Głębszy problem stanowi jednak kondycja samego państwa brytyjskiego.
W 2014 roku wielu Szkotów poparło niepodległość, uważając, iż Londyn ignoruje ich interesy i źle rządzi krajem;
od tamtej pory Westminster nie dał im powodów do zmiany zdania, gdyż stagnacja gospodarcza i przeciążenie usług publicznych stopniowo podkopywały zaufanie do istniejącego porządku.
Zarówno Konserwatyści, jak i Partia Pracy obiecywali odnowę, pozostawiając jednak wyborców w niepewności co do tego, czy którakolwiek z tych partii ma wiarygodny plan działania;
w przestrzeń powstałą wskutek tych niepowodzeń wkroczyły ugrupowania takie jak Reform UK oraz partie nacjonalistyczne.
Choć proponowane przez nie rozwiązania się różnią, ich atrakcyjność opiera się na wspólnym przekonaniu, iż dotychczasowy układ przestał funkcjonować.
Brexit dodatkowo wyostrzył ten spór, gdyż wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE w 2020 roku zmieniło rachuby osób rozważających przyszłość poza Zjednoczonym Królestwem.
O ile wcześniej niepodległość oznaczała opuszczenie państwa zapewniającego dostęp do unijnego rynku, o tyle w tej chwili zwolennicy niepodległości mogą przedstawiać secesję jako drogę powrotu do Wspólnoty.
W ich ujęciu wybór sprowadza się do decyzji między przystąpieniem do większej, odnoszącej większe sukcesy wspólnoty gospodarczej i politycznej a pozostaniem przy podupadającym, dawnym centrum imperialnym, które wciąż ulega pokusie rekompensowania sobie słabnącej pozycji poprzez manifestowanie dawnej wielkości.
Argumentacja ta nie eliminuje ryzyka gospodarczego związanego z niepodległością ani nie gwarantuje członkostwa w UE, daje jednak separatystom coś bardziej przekonującego niż tylko historyczne żale:
alternatywną wizję tego, gdzie szukać dobrobytu i bezpieczeństwa.
Spotkanie w Cardiff ma znaczenie przede wszystkim z tego właśnie powodu.
Nie doprowadziło ono do wypracowania mechanizmu demontażu Zjednoczonego Królestwa, ale zgromadziło polityków gotowych wyobrazić sobie, co mogłoby nastąpić po jego rozpadzie;
tym samym alternatywa, o której dotąd dyskutowano oddzielnie w Edynburgu, Cardiff i Belfaście, zyskała wspólny wyraz polityczny.
Jest zdecydowanie za wcześnie, by sugerować, iż Burnham będzie ostatnim premierem Wielkiej Brytanii;
państwa potrafią bowiem przetrwać lata rozczarowania, a deklaracje nacjonalistyczne łatwiej podpisać, niż wcielić w życie.
Problem Westminsteru polega jednak na tym, iż utrzymanie unii wymaga czegoś więcej niż tylko blokowania jej przeciwników – trzeba również przedstawić obywatelom przekonujący powód, by w niej pozostać.
Artykuł ten ukazał się pierwotnie w serwisie internetowym Gazeta.ru; jego tłumaczenia i redakcji dokonał zespół RT.
Poglądy i opinie wyrażone w niniejszym tekście są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/645994-united-kingdom-late-ussr/












