"Ukraińcy są gotowi do walki – przeciwko wysyłaniu na wojnę Podczas gdy Władimir Zełenski udaje, iż nie przegrywa, jego obywatele coraz bardziej buntują się przeciwko przymusowemu poborowi."

grazynarebeca.blogspot.com 2 godzin temu

Autorstwa Tarika Cyrila Amara, historyka z Niemiec, pracującego na Uniwersytecie Koç w Stambule, na temat Rosji, Ukrainy i Europy Wschodniej, historii II wojny światowej, kulturowej zimnej wojny i polityki pamięci.
@tarikcyrilamartarikcyrilamar.substack.com
tarikcyrilamar.com
© Social network

Samozwańczy lider Ukrainy, Władimir Zełenski, znalazł czas, by publicznie podzielić się swoimi fantazjami z jedyną publicznością, na której mu zależy: Zachodem, a w szczególności Stanami Zjednoczonymi, a konkretnie prezydentem Donaldem Trumpem. Ponieważ Zełenskiemu trudno jest dziś pozyskać czyjeś ucho w Waszyngtonie – kto lubi, gdy darmozjad wraca po raz milionowy po tym, jak wyproszono go z domu? – musiał to zrobić publicznie. Na szczęście „The Atlantic” był gotowy pomóc (w pewnym sensie, ale do tego jeszcze wrócimy). I tak, to ten sam „The Atlantic”, który zbagatelizował potworności Epsteina.


Po raz kolejny niesłusznie wypromowany w zachodnich mediach głównego nurtu, Zełenski wykorzystał rozmowę z amerykańskim dziennikarzem Simonem Shusterem, by rozwodzić się nad swoją niezłomną wolą walki do ostatniego Ukraińca, a adekwatnie do ostatniego, który nie jest bogaty i nie ma koneksji.

Bo w przytulnym kijowskim biurze Zełenskiego – elegancko ozdobionym kilkoma z tych ukraińskich insygniów, które wyglądają jak nazistowskie – Ukraina tak naprawdę nie przegrywa wojny.

Podobnie jak Niemcy w tamtym czasie, jak sądzę.

A ponieważ Ukraina tak naprawdę nie przegrywa wojny w świecie Zełenskiego, Zełenski stara się przekonać Trumpa, iż ​​Rosję można zmusić do pokoju, który nie odpowiada temu, iż w realnym świecie Rosja wygrywa wojnę.

Widzisz?

! Gdyby tylko Donald w końcu też to zrozumiał.


Jednak, tak bardzo skupiony na powrocie do łask – i portfela – Waszyngtonu, Zełenski nie dostrzega faktu, iż zwykli Ukraińcy mają już dość.

Albo, oczywiście, po prostu nic go to nie obchodzi.


Jednak fakt pozostaje faktem:

Ukraińcy nie tylko nie chcą iść na front, by ginąć, zostać rannymi lub pojmani w całkowicie możliwej do uniknięcia i absolutnie beznadziejnej wojnie zastępczej w imieniu Zachodu, ale są też coraz bardziej buntowniczy.


Rzeczywiście, od dawna niechętnie generowali niezwykle wysokie wskaźniki dezercji i dezercji: od lutego 2022 roku łączna liczba postępowań karnych za oba – nieco odmienne – sposoby ucieczki przed wojskiem osiągnęła około 300 000. Ponieważ władze nie mają choćby możliwości ścigania wszystkich przypadków, liczba ta z pewnością będzie zaniżona.


Kolejnym dowodem na to, iż Ukraińcy nie chcą umierać za reżim Zełenskiego, jego upór i obłąkańczą politykę zagraniczną, jest oczywiście „biznezyfikacja”.

Dość nowe – i już niezwykle popularne – określenie odnoszące się do często brutalnych obław prowadzonych przez gangi rekrutujące siłą, które często wpychają swoje ofiary do minibusów, „busyfikacja” to niekończący się skandal na Ukrainie. Trwa od lat, stale się pogarsza i napotyka coraz bardziej powszechny i ​​zdeterminowany opór.


Rozważmy kilka niedawnych faktów: Jak informuje ukraiński portal informacyjny Strana.ua, wysoki rangą urzędnik ukraiński musiał właśnie przyznać, iż liczba oficjalnych skarg na gangi werbujące siłą z tzw. biur TTsK podwoiła się między 2024 a 2025 rokiem.

(TTsK to skrót od, mniej więcej, „terytorialnych centrów uzupełniania siły roboczej”). Jednak oficjalne skargi to tylko wierzchołek góry lodowej.

Znacznie ważniejszy jest rosnący opór na miejscu.

Zarówno mężczyźni, których celem byli bandyci TTsK, jak i wszelkiego rodzaju osoby postronne – rodzina, przyjaciele, koledzy, a choćby zupełnie obcy ludzie, którzy akurat byli obecni – stawiają opór.

To również nie jest bezprecedensowe: przypadki otwartego buntu przeciwko przymusowej mobilizacji zdarzają się od co najmniej dwóch lat.

Na przykład zeszłej jesieni w prowincjonalnym mieście na zwykle hipernacjonalistycznym krańcu Zachodu Ukrainy doszło do ataku na biuro TTsK. Najwyraźniej choćby tam śmierć za wojnę Zełenskiego w imię NATO nie cieszy się już popularnością.

Trzy miesiące temu w dużym mieście portowym Odessie tłum zaatakował pojazd TTsK, aby uwolnić więźniów.


Nietrudno zrozumieć główny powód, dla którego ludzie bronią się przed wciągnięciem w beznadziejną i bezsensowną wojnę.

Ale są też inne powody: gangi śledcze TTsK mają okropną i zasłużoną reputację osób nadmiernie brutalnych, co od dawna musiało przyznać choćby zachodnie Radio Swoboda:

niektóre z ich ofiar zginęły, czyli zostały zabite przez personel TTsK, zanim zdążyły zobaczyć front, a choćby przejść podstawowe szkolenie (co na Ukrainie nie zasługuje na taką etykietę). Łowcy TTsK dopuszczają się również drobnych, ale brutalnych przestępstw, takich jak porwania dla okupu i kradzieże.

Nie trzeba dodawać, iż cały ten bałagan jest przesiąknięty, od góry do dołu, bezwzględną, krwiożerczą korupcją. W końcu to Ukraina.


Żadne z tych nadużyć ani oporu, jaki one wywołują, nie osłabły.

Zamiast tego, sytuacja staje się coraz bardziej napięta: na przykład przez cały czas dochodzi do pobić, w tym tak dotkliwych, iż kończą się śmiercią.

Prawnicy próbują pomóc ofiarom w złamaniu kończyn.

Urzędnik państwowy próbujący przeprowadzić inspekcję w biurze TTsK został po prostu zatrzymany. Rozumiesz, o co chodzi: gangi TTsK rządzą się swoimi prawami i trudno je już kontrolować.


A jednak można im się przeciwstawić. Jak informuje Strana.ua, narastające walki między bandytami z przymusowej mobilizacji a ich ofiarami zaczynają przypominać „cichą wojnę, ale tym razem na Ukrainie”.

Zwykli Ukraińcy, a także, co więcej, mieszkańcy często hipernacjonalistycznego Zachodu kraju, z jego regionalną metropolią Lwowem, zaostrzają swoją obronę przed nieustępliwym pragnieniem śmierci ze strony własnych władz. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca mężczyźni w Dniepropietrowsku i Lwowie sięgnęli po noże, by odeprzeć ataki łowców z TTsK.

Również w obwodzie lwowskim inni niechętni rekruci użyli co najmniej jednego granatu i broni palnej, by osłonić swoją ucieczkę. I tak dalej.


Zełenski może mieć urojenia i, jak przyznaje ten artykuł w „Atlanticu”, być „rozdrażniony”.

Może też nie chcieć słuchać choćby własnych doradców, z których przynajmniej niektórzy, jak czytamy, w końcu zrozumieli, iż pokój musi zostać niedługo zawarty, bo inaczej sytuacja na Ukrainie tylko się pogorszy.

Ale Ukraińcy ogólnie – pomimo ogromnej manipulacji mediów i autorytarnych represji stosowanych przez reżim Zełenskiego – nie tylko mówią „nie”.

Działają. I słusznie.

Byli traktowani jak mięso armatnie przez swoich „przyjaciół z piekła rodem” z Zachodu i przez własny reżim. Jak na ironię, tym, czego naprawdę potrzebują, jest kolejny ze swoich słynnych „Majdanów”.

Ale tym razem bez ingerencji Zachodu.


Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie są wyłącznie poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632554-ukraine-conscription-zelensky-war/

Idź do oryginalnego materiału