Trolle internetowe w Polsce. Bijesz im brawo, a oni przyjdą też po ciebie

opolska360.pl 1 godzina temu

Lektura komentarzy pod relacjami z „Marszu przeciwko przemocy” w ubiegłą niedzielę w Opolu nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Głosy popierające inicjatywę utonęły w morzu hejtu. Autorki i autorzy części wpisów zdają się nie mieć świadomości, jak kilka potrzeba, by sami stali się adresatami podobnych komentarzy – i to nie ze strony tych, których dziś wyśmiewają, ale tych, którym przyklaskują.

Na początku warto powiedzieć jasno: połowa internetu jest martwa. Dyskusje w mediach społecznościowych nakręcają albo specjalnie zaprogramowane boty, albo osoby obsługujące po kilkadziesiąt kont. Zarówno boty, jak i ludzie działający w farmach trolli mają jedno zadanie: szerzyć określone treści i komentować wydarzenia w wyznaczony sposób.

Od blisko 4,5 roku trwania „trzydniowej operacji specjalnej” media społecznościowe zalewa przekaz mający obrzydzić nam Ukraińców. Początkowo nie trafiał na podatny grunt – poczucie solidarności z napadniętymi było zbyt silne. Ale Kreml jest cierpliwy. I to, co Moskale zasiewają od kilku lat, zaczyna przynosić efekty. Nastroje antyukraińskie rosną, ostatnio głównie za sprawą przypominania masakr dokonywanych przez UPA. Tyle iż w tym oburzeniu umyka nam fakt, iż przypomina o nich ta sama Rosja — najpierw carska, potem sowiecka, a dziś putinowska — która od stuleci pozostaje naszym największym oprawcą.

Trolle internetowe w Polsce: boty i pożyteczni idioci

Mało kto zwraca uwagę, iż hejterskie komentarze często pochodzą z kont świeżo założonych. Bez zdjęcia profilowego albo z grafiką wygenerowaną przez sztuczną inteligencję czy skradzioną z innego profilu. Z garstką znajomych i przypadkowymi polubieniami. Pod nazwami typu „Janek Janeczek” czy „Daria Dareczka”. Przyklaskującym nagonce nie przeszkadza, iż „prawdziwy Polak” okazuje się w rzeczywistości spoconym Wanią z Muchosrańska, który łamaną polszczyzną trolluje, byle tylko odwlec wysyłkę na front.

Nie brakuje też pożytecznych idiotów bezrefleksyjnie powielających każdy antyukraiński przekaz. Rozpowszechniają nagłówki o przestępstwach popełnianych przez obywateli Ukrainy, tworząc wrażenie, iż zalewa nas fala degeneratów, choć proporcjonalnie liczebność naszych własnych przestępców jest zdecydowanie większa.

Na tym polega podstawowy cel Kremla: dzielić. Rosjanie nie wspierają jednej frakcji, ale podsycają obie strony. Naiwnością byłoby sądzić, iż podgrzewają wyłącznie nastroje antyukraińskie w Polsce. Wspierają również antypolski przekaz w Ukrainie, napędzając spiralę nienawiści.

Ci, którzy dają się ponieść internetowej fali hejtu, żyją w błogiej nieświadomości jednej oczywistej rzeczy. Gdyby w przyszłości sami musieli uciekać przed wojną do innego kraju, wiele kont szerzących dziś hasła „Polska dla Polaków!” oraz epatujących husarią czy kotwicą Polski Walczącej natychmiast zmieniłoby barwy. Przemianowałyby się na profile z symbolami państwa, w którym to my szukalibyśmy azylu. I zaczęłyby obrzydzać Polaków jego mieszkańcom. Stalibyśmy się niewdzięcznymi, drenującymi system darmozjadami. Nasze przewinienia byłyby wyolbrzymiane, by wzmacniać negatywne stereotypy. Wszystko po to, by podsycać napięcia i niszczyć wspólnotę.

Chciałbym wierzyć, iż taki scenariusz jest niemożliwy. Że Rosja nas nie zaatakuje, bo nie ma w tym interesu. Ale jestem już na tyle dorosły, by nie wierzyć w bajki. Widzę, iż atakują nas już teraz — na razie trollami i botami. A potem rakietami i dronami.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału