Frederick Valentich miał zaledwie 20 lat i jedno marzenie – zostać pilotem. Choć dwukrotnie odrzucony przez australijskie siły powietrzne, nie poddawał się. Zdobył prywatną licencję i konsekwentnie pracował nad kolejnymi uprawnieniami.
Problem w tym, iż nie wszystko szło zgodnie z planem. Oblane egzaminy, trudności z nawigacją i drobne naruszenia przepisów zaczęły budzić niepokój jego instruktorów.
Mimo to tamtego dnia nic nie zapowiadało tragedii.
Rutynowy lot, który zmienił się w koszmar
Valentich wystartował z lotniska Moorabbin pod Melbourne o 18:19. Jego celem była King Island – trasa dobrze mu znana. Warunki pogodowe były idealne, widoczność znakomita, a zapas paliwa pozwalał na bezpieczny przelot w obie strony.
O 19:00 zameldował osiągnięcie przylądka Otway. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Sześć minut później padło jednak pytanie, które na zawsze zapisało się w historii lotnictwa.
Valentich zapytał kontrolera, czy w jego okolicy znajduje się inny samolot. Twierdził, iż widzi niezidentyfikowany obiekt – metaliczny, podłużny, emitujący zielone światło.
Według jego relacji przeleciał nad nim z dużą prędkością. Problem w tym, iż radary nie wykazywały niczego.
„To nie jest samolot”
W kolejnych minutach sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Obiekt – jak twierdził pilot – wrócił i zaczął krążyć nad jego maszyną. W tym samym czasie Cessna zaczęła „kaszleć” i pracować nierówno.
Valentich próbował zachować spokój, ale jego relacja była coraz bardziej niepokojąca. W końcu padły słowa, które do dziś wywołują dreszcze: „Unosi się… i to nie jest samolot”.
Chwilę później w nagraniu słychać już tylko metaliczny dźwięk – coś jak tarcie lub drapanie. Przez 17 sekund. Potem cisza. Kontakt z pilotem urwał się na zawsze.
Poszukiwania bez odpowiedzi
Akcja ratunkowa ruszyła natychmiast. W rejon wysłano samoloty australijskich sił powietrznych. Przeszukiwano zarówno wodę, jak i pobliskie lądy.
Nie znaleziono nic.
Żadnego wraku. Żadnego sygnału. Żadnych ciał.
Jedynym śladem była plama oleju na wodzie – jednak analiza wykazała, iż nie pochodziła z samolotu. Kilka lat później odnaleziono fragment klapy Cessny na wyspie Flinders, ale nigdy nie potwierdzono jednoznacznie, czy należała do maszyny Valenticha.
Tajemnica, która nie daje spokoju. Czy to UFO?
Zachowane nagrania rozmowy z wieżą kontroli lotów sprawiły, iż sprawa Valenticha stała się jedną z najbardziej zagadkowych w historii lotnictwa. Czy młody pilot padł ofiarą błędu, awarii… czy czegoś znacznie trudniejszego do wyjaśnienia?
Nagranie rozmowy z wieżą sprawiło, iż sprawa błyskawicznie trafiła do świata teorii o UFO. W tamtym czasie pojawiały się relacje świadków o dziwnych światłach na niebie, a niektórzy twierdzili nawet, iż widzieli obiekt ścigający samolot Valenticha.
Mimo upływu dekad sprawa Fredericka Valenticha pozostaje nierozwiązana. Fragment możliwego wraku odnaleziony po latach, relacje świadków, nagrania z wieży – każdy element tej układanki rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.
A jedno z nich powraca najczęściej: co naprawdę zobaczył młody pilot tuż przed zniknięciem?
Zobacz najnowszy odcinek "Biura Tajemnic" i dowiedz się, co jest najbardziej prawdopodobne.














