Szef polskiej dyplomacji domaga się obecności Polski podczas negocjacji dotyczących wojny w Ukrainie. W wywiadzie dla Frankfurter Allgemeine Zeitung Radosław Sikorski skrytykował przypisanie wiodącej roli Niemcom, Francji i Wielkiej Brytanii.
„Jesteśmy sąsiadami zarówno Rosji, jak i Ukrainy, a Niemcy nie” – przypomniał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. W ten sposób, w rozmowie z niemiecką gazetą, argumentował konieczność dołączenia do reprezentujących Europę państw, które są istotnie zainteresowane zakończeniem wojny, bo zagrożone rosyjską agresją.
Szef MSZ wylicza we Frankfurter Allgemeine Zeitung, iż między Morzami Czarnym, Bałtyckim i Adriatyckim żyje 120 milionów obywateli Unii, a dodając Skandynawię to 150 milionów ludzi”. Według szefa polskiej dyplomacji wszyscy oni są bardziej zagrożeni rosyjską agresją niż Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy.
Radosław Sikorski zauważył, iż Polska znajduje się na pierwszej linii frontu, bo przez nią przechodzą transporty broni na Ukrainę. „Polska ponosi ryzyko i dlatego domaga się miejsca przy stole negocjacyjnym” – stwierdził szef polskiego MSZ.
Przed środowym spotkaniem w Berlinie grupy E5, czyli liderów Polski, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch minister Radosław Sikorski zasugerował wykorzystanie instytucji ustanowionych w unijnych traktatach, takich jak Przewodniczący Rady Europejskiej. Alternatywnie mogłaby powstać „koalicja chętnych”, która reprezentowałaby kontynent w negocjacjach dotyczących zakończenia wojny w Ukrainie.













