Powstanie warszawskie: Godzina W. Marsz w rocznicę wybuchu

naszapolska.pl 2 dni temu

Punktualnie o 17.00 w całej stolicy zawyły syreny. Powstanie Warszawskie i Godzina W to moment, który raz w roku zatrzymuje Warszawę w miejscu — przechodniów, kierowców, tramwaje. Chwilę później z ronda Dmowskiego ruszył Marsz Powstania Warszawskiego i Traktem Królewskim doszedł na plac Krasińskich.

Marsz Powstania Warszawskiego przeszedł z ronda Dmowskiego na plac Krasińskich

Pochód wyruszył tuż po Godzinie W. Trasa prowadziła alejami Jerozolimskimi, przez rondo de Gaulle’a, Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście, a dalej ulicą Miodową na plac Krasińskich. Na czele szli rekonstruktorzy w mundurach z 1944 roku, za nimi rodziny z małymi dziećmi na barana, harcerze, motocykliści. Nad głowami niesiono biało-czerwoną flagę o długości 630 metrów.

Na rondzie Dmowskiego odpalono race. Dym uniósł się nad skrzyżowaniem i przez kilka minut całe rondo tonęło w biało-czerwonej łunie — widok, który co roku obiega media społecznościowe szybciej niż jakakolwiek relacja. Nad miastem samoloty Aeroklubu Warszawskiego wymalowały dymem znak Polski Walczącej. Ludzie wyszli na ulice Śródmieścia nie po to, żeby demonstrować, tylko żeby oddać hołd powstańcom.

Marsz od lat organizuje Stowarzyszenie Rota Marszu Niepodległości. Na placu Krasińskich, u stóp pomnika Powstania Warszawskiego, pochód zamknęły hymn i „Sen o Warszawie”, a potem koncert, który przeciągnął się w wieczór. W tłumie było wszystko, co składa się na warszawski 1 sierpnia: opaski Polski Walczącej na rękawach, wózki z dziećmi, koszulki z kotwicą, starsze małżeństwa ze zniczami. Nikt nikogo nie musiał tu do niczego przekonywać.

Uczestnicy marszu w strojach powstańców szli Traktem Królewskim całymi rodzinami. Fot. Nasza Polska

Godzina W, czyli dlaczego Powstanie Warszawskie wybuchło dokładnie o 17.00

Godzina W to kryptonim momentu rozpoczęcia walk — 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00. Rozkaz wydał dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór” 31 lipca, po meldunku dowódcy Okręgu Warszawskiego AK płk. Antoniego Chruściela „Montera” o sowieckich czołgach pod Warszawą. Literę „W” najczęściej rozwija się jako „wybuch”, choć w relacjach uczestników pojawiają się też „Warszawa” i „walka”.

Wybór popołudnia zamiast klasycznej pory ataku, czyli świtu, nie był przypadkiem. Piąta po południu to w okupowanej Warszawie szczyt ruchu: ludzie wracali z pracy, ulice i tramwaje były pełne, a kilkanaście tysięcy młodych osób zmierzających w konkretne punkty miasta nie rzucało się Niemcom w oczy tak, jak rzucałoby się o czwartej rano na pustych ulicach. Konspiracja kupowała sobie ostatnie godziny zaskoczenia.

Cena tej decyzji była wysoka. Część oddziałów powstańczych nie zdążyła dotrzeć na miejsca koncentracji, broni wystarczyło dla ułamka powstańców, a walki zaczęły się miejscami wcześniej — na Żoliborzu przypadkowe starcie wybuchło jeszcze przed siedemnastą. Zryw, który miał trwać kilka dni, trwał 63.

Syreny 1 sierpnia. Jedyna minuta w roku, kiedy stolica staje w miejscu

Jest w tym coś, czego nie da się zarządzić odgórnie. O 17.00 wszystko staje. Kierowcy wysiadają z samochodów na środku alej, przechodnie zatrzymują się w pół kroku, na boiskach przerywa się mecze i piłka leży w trawie, dopóki syreny nie umilkną. Ulice polskich miast na jedną minutę wyglądają jak zatrzymany kadr.

To jedna minuta w roku, w której hołd oddaje się nie tylko żołnierzom AK, ale i ludności cywilnej Warszawy — bo to ona zapłaciła za te 63 dni najwyższą cenę. Tyle wystarczy, żeby upamiętnić bohaterów bez ani jednego przemówienia.

Tego dnia Godzina W to nie tylko syreny. O 17.00 uroczystości odbyły się pod pomnikiem Gloria Victis na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, a Park Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego wypełnił się warszawiakami, którzy przeżywali ten moment razem. O 18.30 oddano hołd powstańcom przy pomniku Polegli Niepokonani na Cmentarzu Powstańców Warszawy, o 19.30 na placu Krasińskich odprawiono mszę polową, a o 21.00 pokazano widowisko „WISŁA 44″ i zapłonęły znicze na Kopcu Powstania Warszawskiego. Wieczorem na placu Piłsudskiego odbyła się dwudziesta edycja koncertu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”.

Race odpalone tuż po siedemnastej. Fot. Nasza Polska

Polak, Węgier — dwa bratanki. Węgierska flaga na trasie marszu

W alejach Jerozolimskich, przed szklaną ścianą banku, powiewała flaga Węgier. Grupa w biało-czerwono-zielonych kapeluszach machała chorągiewkami razem z Polakami. Przypadkowy widok? Nie dla kogoś, kto zna kulisy 1944 roku.

Węgierska flaga w tłumie na trasie marszu w alejach Jerozolimskich. Fot. Nasza Polska

Latem 1944 roku pod Warszawą stacjonował II Korpus Rezerwowy — trzy węgierskie dywizje pod dowództwem gen. Béli Lengyela. Formalnie sojusznik Niemiec. W praktyce armia, której dowódcy dostali od regenta Miklósa Horthyego instrukcję nie pozostawiającą złudzeń.

„Polacy to nasi przyjaciele, a Niemcy to jedynie nasi towarzysze broni”

Miklós Horthy, regent Węgier — instrukcja dla dowódców jednostek pod Warszawą, za IPN

Węgrzy odmówili udziału w tłumieniu powstania. Pod Jaktorowem uchronili wycofujących się powstańców przed niemiecką obławą. 29 września 1944 roku żołnierze 1 Dywizji Honwedów wzięli do niewoli oddział polskich partyzantów — opatrzyli ich, nakarmili i puścili wolno, często ostrzegając, gdzie stacjonują Niemcy. Na drogę dawali Polakom jedzenie, a choćby amunicję. Niemieckie dowództwo nie miało co do tego złudzeń: w raporcie gen. Nicolausa von Vormanna znalazła się uwaga, iż na węgierską dywizję do „oczyszczania” terenu liczyć nie można.

„Oddziały są serdecznie witane przez polską ludność”

z raportu gen. Nicolausa von Vormanna, dowódcy niemieckiej 9. Armii

Ta historia ma swój pomnik. 19 września 2017 roku przy ulicy Matejki, w sąsiedztwie Sejmu, Instytut Pamięci Narodowej i Węgierski Instytut Kultury odsłoniły monument poświęcony węgierskim honwedom, którzy podczas Powstania Warszawskiego dostarczali żołnierzom AK broń i amunicję oraz opiekowali się rannymi. W uroczystości wzięli udział prezes IPN Jarosław Szarek i węgierski wiceminister obrony Tamás Vargha. Przysłowie o dwóch bratankach ma więc konkretne, wojenne dno — i to warto pamiętać, patrząc na zdjęcie z alej Jerozolimskich.

Obchody realizowane są do 5 sierpnia. Marsz miał w tym roku swoją sprawę w sądzie

Rocznica nie kończy się 1 sierpnia. 5 sierpnia o 18.00 przy pomniku Pamięci 50 tysięcy mieszkańców Woli rozpocznie się uroczystość, a godzinę później Marsz Pamięci ruszy na Cmentarz Powstańców Warszawy. To najcichsza część obchodów, poświęcona cywilnym ofiarom rzezi Woli, i najmniej obecna w relacjach telewizyjnych.

Tegorocznemu marszowi towarzyszył też spór prawny. Wojewoda mazowiecki odmówił nadania mu statusu zgromadzenia cyklicznego, wskazując, iż „aby wydarzenie mogło otrzymać status zgromadzenia cyklicznego, przez trzy poprzednie lata musi być organizowane przez ten sam podmiot”. Stowarzyszenie Rota Marszu Niepodległości odwołało się i Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję wojewody. Rzeczniczka wojewody Luiza Jurgiel-Żyła poinformowała, iż urząd czeka na pisemne uzasadnienie wyroku.

Spory o formułę obchodów wracają co roku i pewnie wracać będą. Sama Godzina W broni się bez nich. Rok w rok o 17.00 dziewczyny w harcerskich mundurach i sanitariuszki z opaskami Czerwonego Krzyża stają na Krakowskim Przedmieściu obok ludzi, którzy powstania nie pamiętają, bo pamiętać nie mogą. Dopóki syreny zatrzymują miasto, ta pamięć nie jest muzealna.

Źródła: portalsamorzadowy.pl, Super Express, zero.pl, Histmag.org, Przystanek Historia IPN, dzieje.pl, Instytut Pamięci Narodowej.

Idź do oryginalnego materiału