Odszedł ostatni. „Dyzma” podążył śladem „Kostki” i „Szarego”

radiokielce.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Dyzma


Grafika Radio Kielce. / Fot. Radio Kielce, akokregokielce.pl

Kiedy wstąpił do konspiracji, nadano mu pseudonim „Włast”, był jednak bardziej znany jako „Dyzma”. W niedzielę (22 marca 2026) zmarł płk Janusz Sermanowicz, ostatni z żołnierzy oddziału partyzanckiego Antoniego Hedy „Szarego”. W artykułach opisujących jego służbę w konspiracji zawarto zdanie: „w 1944 roku został łącznikiem cichociemnego mjr. Stanisława Krzymowskiego „Kostki”.” Dla większości nie ma to znaczenia, ale dla nielicznych nazwisko pierwszego cichociemnego jest elektryzującą informacją.

W sobotę (28 marca) odbędą się uroczystości pogrzebowe stąd, w cyklu magazyn sensacji Radia Kielce publikujemy rozmowę ze Sławomirem Snopkiem, którego śmiało możemy nazwać biografem majora Stanisława Krzymowskiego.

Na zdjęciu pierwsze ekipa zrzucona do okupowanej Polski. Na zdjęciu (od lewej): mjr Stanisław Krzymowski „Kostka”, rtm. Józef Zabielski „Żbik” oraz kurier Delegatury Rządu bomb. Czesław Raczkowski „Orkan”- „Włodek”

Dla osób nieznających historii wyjaśnijmy, iż mjr Stanisław Krzymowski „Kostka” był dowódcą pierwszej ekipy cichociemnych przerzuconych do okupowanej Polski. Ten pierwszy zrzut miał być dokonany właśnie na ziemię świętokrzyską – co Radio Kielce już kiedyś opisało – ale ostatecznie skoczków zrzucono daleko stąd, bo w Dębowcu niedaleko od Cieszyna. Ostatecznie jednak trafili oni – przynajmniej dwóch z nich – na ziemię świętokrzyską.

Bezpośrednio po skoku obaj z wielkimi perypetiami dotarli do Warszawy, skąd wiosną 1941 roku zostali skierowani do służby w Referacie Lotniczym Komendy Okręgu Kielce AK. Służbę tę zaczynali w Radomiu. W lipcu 1942 roku, w wyniku częściowej dekonspiracji „Żbika” po aresztowaniu jego żony i teściowej przez gestapo, Komenda Główna AK zdecydowała o powrocie „Żbika” kurierską drogą lądową i morską do Londynu.

A co z Krzymowskim?

W sierpniu 1942 roku przenosi swoje konspiracyjne meliny do Skarżyska-Kamiennej i wtedy faktycznie rozpoczyna się jego tutejsza działalność.

Jak wytłumaczyć laikowi co to były struktury konspiracyjnego lotnictwa, które budował „Kostek”?

To pytanie zadają mi często słuchacze prelekcji lub czytelnicy. Oczywiście Armia Krajowa nie posiadała samolotów i do walki konspiracyjnej wcale ich nie potrzebowała. Natomiast potrzebowała dobrze wyszkolonych żołnierzy-lotników, którzy na wypadek powstania powszechnego mogliby zająć niemieckie lotniska i przejąć sprzęt latający i transport naziemny. Niektórzy cichociemni, jak np. kpt. Edmund Marynowski, ps. „Sejm” przygotowując się w Anglii do powrotu do Kraju, latali na zdobycznych samolotach niemieckich. Kpt. Marynowski, jako przedwojenny oficer techniczny lotnictwa, opracowywał instrukcje obsługi samolotów niemieckich po to, by w razie zdobycia wrogich maszyn można je było natychmiast wykorzystać w walce.

Londyn 1941. Stanisław Krzymowski. / Zbiory Sławomira Snopka

Ale w Skarżysku nie było lotniska!

To prawda, ale żeby zrobić to wszystko o czym przed chwilą powiedziałem, potrzebne były dokładne informacje o dyslokacji jednostek lotnictwa niemieckiego i jego siłach. To właśnie wywiad był jednym z głównych zadań oddziałów lotniczych podziemnej armii. Drugim bardzo ważnym zadaniem było wyszukiwanie w terenie zrzutowisk dla planowanych przerzutów ludzi i dostaw sprzętu. Takich miejsc w okręgu, w latach okupacji niemieckiej było kilkadziesiąt. Jeszcze innym zadaniem lotników podziemia było szkolenie zawodowe żołnierzy dla służb naziemnych lotnictwa. Pamiętajmy, iż lotnictwo, to nie tylko piloci, ale też o wiele liczniejszy personel pomocniczy.

Tak sobie myślę…. W sytuacji, kiedy mało było na terenie dawnego województwa kieleckiego lotnisk to prawdopodobnie i personel był nieliczny?

Dlatego trzeba było takich żołnierzy wyszkolić! Przykładowo w 1944 roku major Krzymowski z pomocą Inspektora Pożarnictwa na Dystrykt Radom – pułkownika Józefa Mikuły oraz Wiceprezesem PZUW, doktorem prawa — Marianem Filipkiem, zorganizowali szkolenia zawodowe kierowców, którzy byli strażakami, ale de facto byli żołnierzami AK. W ten sposób, wykorzystując niewiedzę Niemców, udało się wyszkolić kilkudziesięciu kierowców dla oddziałów lotniczych Armii Krajowej. To bardzo mało znana karta konspiracyjnej walki z okupantem.

W Skarżysku zbiegały się więc wszystkie ścieżki „lotniczej” konspiracji. A zasięg działań Krzymowskiego sięgał od Częstochowy po Sandomierz i od Jędrzejowa po Kozienice. Czy my wiemy, jakim on aparatem dysponował w Skarżysku? Chodzi o lokale, ludzi.

No cóż, Armia Krajowa to była konspiracja i z zasady nie prowadziła jawnych rejestrów. Z kolei w powojennej rzeczywistości absolutnie nie można było ujawniać pełnej obsady struktur AK, bo groziło to, co najmniej więzieniem, a często – śmiercią. Dlatego nie znamy imiennie pełnej obsady personalnej Referatu Lotniczego Okręgu.

2002. Na zdjęciu Aleksandry Wiechuła z domu Kocimowska ps. „Osińska” – łączniczka Krzymowskiego. / Zbiory Sławomira Snopka

Dla jasności. My mówimy referat, choć w kolejnych latach znaczenie tej struktury rośnie. To był później wydział, a ostatecznie od 1942/43 Oddział VII Lotniczy Komendy Okręgu Kielce AK.

Tak. Te zmiany organizacyjne wymagały też planowania i opracowywania preliminarzy budżetowych na działalność Oddziału VII. Pewne światło rzucają na to odnalezione przeze mnie w zasobach IPN dokumenty Oddziału, które po wojnie wydała w ręce UB zdrajczyni i wieloletnia tajna współpracowniczka UB. Z tych akt wiemy, iż na przełomie 1943 i 1944 roku w Oddziale VII było dwadzieścia trzy osoby personelu etatowego, a więc takich osób, które otrzymywały żołd, by móc w pełni poświęcić się pracy konspiracyjnej. prawdopodobnie personel nieetatowy był kilkukrotnie liczniejszy, ale na ten temat archiwa milczą. Być może na terenie Skarżyska przez cały czas pozostają ukryte dokumenty, bo major Krzymowski w swoich powojennych raportach służbowych składanych w Londynie, pisał o kilku skrytkach w kraju, w których ma dokumenty z okresu działalności konspiracyjnej. Z drugiej strony wiemy, iż major po przedostaniu się do Anglii nigdy już nie wrócił do Polski, a wspomniana zdrajczyni wydała dokumenty tylko z jednej takiej skrytki. Osobiście znam dwa adresy melin Krzymowskiego w Skarżysku. Jedna z nich istnieje o dziś, druga niestety spłonęła w pożarze kilka lat temu.

Rozbudowa oddziału wymogła przyjęcie do niego w 1944 roku nowych ludzi. Czy to właśnie było powodem przeniesienia „Własta” do struktur Krzymowskiego? Czym zajmował się Sermanowicz?

Zwiększona liczba przerzutów powietrznych z Anglii, a od 1944 z Włoch, wiązała się ze zwiększoną liczbą zadań dla łączników i na pewno w Oddziale Lotniczym było zapotrzebowanie na dodatkowych żołnierzy. Jak już mówiłem, trudno jest określić konkretnie jakie zadania wykonywał śp. Janusz Sermanowicz, który był wówczas szeregowym żołnierzem, ponieważ nie ma zachowanej wystarczającej dokumentacji. Ze wspomnień innej łączniczki Referatu – Aleksandry Kocimowskiej, ps. „Osińska” wiem, iż przenosiła ona meldunki na terenie Okręgu, transportowała amunicję, a także pieniądze ze zrzutów. Prawdopodobnie takie zadania wykonywał też „Włast”, ale w tym przypadku prawdopodobnie tylko na terenie Skarżyska.

Na zdjęciu: płk Janusz Sermanowicz pseudonimom „Dyzma” / Fot. Jarosław Kubalski – Radio Kielce

Jerzy Kudas posługujący się m.in. pseudonimem „Karaś” to także żołnierz Krzymowskiego. W jednym ze swoich opracowań przytoczył Pan o nim takie słowa Krzymowskiego: „…Pomimo jego wyraźnego zagrożenia pracowałem z nim w bezpośredniej styczności, bo prosił, żeby go nie odsuwać od siebie, gdyż on daje słowo, iż go żywcem nie wezmą. Św. P. starszy sierżant Kudas Jerzy słowa dotrzymał.” To świadectwo jak mocno Krzymowski znał swoich żołnierzy i obawiał się o nich. Czy taki charakter dowódcy był u podłoża skierowania Sermanowicza do oddziału partyzanckiego, gdy ten został zdekonspirowany?

Myślę, iż tak. Znając wspomnienia osób, które miały osobisty kontakt z majorem Krzymowskim, wiem, iż bardzo mu zależało na bezpieczeństwie i dobrostanie podwładnych. Major zawsze umiał nawiązać serdeczne więzi z podwładnymi i traktować ich jak równych sobie. Potrafił też bronić ich w potrzebie. Oczywiście z zachowaniem zasad starszeństwa służbowego. Taka postawa powodowała, iż podkomendni darzyli go niewymuszonym szacunkiem i poszliby za nim w ogień. Dodatkowo w nastoletnim Sermanowiczu major Krzymowski mógł widzieć samego siebie sprzed 28 lat, gdy jako niespełna siedemnastolatek wstąpił w szeregi Legionów Polskich, by walczyć o niepodległość Ojczyzny. Dlatego odesłanie „Własta” do oddziału leśnego mogło być wyrazem troski dowódcy o bezpieczeństwo młodego podkomendnego.

Jerzy Kudas posługujący się m.in. pseudonimem „Karaś” to także żołnierz Krzymowskiego. W jednym ze swoich opracowań przytoczył Pan o nim takie słowa Krzymowskiego: „…Pomimo jego wyraźnego zagrożenia pracowałem z nim w bezpośredniej styczności, bo prosił, żeby go nie odsuwać od siebie, gdyż on daje słowo, iż go żywcem nie wezmą. Św. P. starszy sierżant Kudas Jerzy słowa dotrzymał.” To świadectwo jak mocno Krzymowski znał swoich żołnierzy i obawiał się o nich. Czy taki charakter dowódcy był u podłoża skierowania Sermanowicza do oddziału partyzanckiego, gdy ten został zdekonspirowany?

Myślę, iż tak. Znając wspomnienia osób, które miały osobisty kontakt z majorem Krzymowskim, wiem, iż bardzo mu zależało na bezpieczeństwie i dobrostanie podwładnych. Major zawsze umiał nawiązać serdeczne więzi z podwładnymi i traktować ich jak równych sobie. Potrafił też bronić ich w potrzebie. Oczywiście z zachowaniem zasad starszeństwa służbowego. Taka postawa powodowała, iż podkomendni darzyli go niewymuszonym szacunkiem i poszliby za nim w ogień. Dodatkowo w nastoletnim Sermanowiczu major Krzymowski mógł widzieć samego siebie sprzed 28 lat, gdy jako niespełna siedemnastolatek wstąpił w szeregi Legionów Polskich, by walczyć o niepodległość Ojczyzny. Dlatego odesłanie „Własta” do oddziału leśnego mogło być wyrazem troski dowódcy o bezpieczeństwo młodego podkomendnego.

Na zdjęciu Jerzy Kudas / Zbiory Sławomira Snopka

Czyli to były w rzeczywistości wydatki na utrzymanie przy zdrowiu żołnierzy?
Zdecydowanie tak. Innym poważnym obciążeniem finansowym Oddziału Lotniczego były środki wydatkowane na utrzymanie w terenie dwóch polskich lotników – radiotelegrafistów, którzy uciekli z obozu jenieckiego, a Krzymowski podjął ich do służby w roli telegrafistów. Również oni złożyli na piśmie wyjaśnienia potwierdzające wypłatę pieniędzy dla nich przez „Kostkę”.

Wie pan jak to jest w rozliczeniach finansowych. Potrzebny jest papier! Rozliczenie!
„Kostka” przestawił rozliczenie ze zdobytych pieniędzy! Mimo to Komenda Okręgu zdjęła go ze stanowiska w czerwcu 1944 roku i pozostawiła do dyspozycji Komendy Głównej AK. Sprawę trzeba było dokładnie wyjaśnić i tu muszę jasno zaznaczyć, iż było to tylko postępowanie dyscyplinarne, a nie sądowe.

Ale w niektórych materiałach mówi się choćby o wyroku!

Powtórzę jeszcze raz. W tej sprawie nie toczyło się postępowanie Wojskowego Sądu Specjalnego i nie zapadł żaden wyrok, ale odium rzekomej malwersacji długo ciągnęło się za Krzymowskim. O tym, iż nie było żadnej sprawy sądowej i wyroku na „Kostkę” napisał w notatce dla Jędrzeja Tucholskiego Szef Sztabu Okręgu ppłk. Wojciech Borzobohaty, ps. „Wojan”.

Natomiast plotka, która krążyła w warunkach konspiracyjnych, wyleciawszy wróblem – stała się wołem i zrobiła swoje…

Jak nie było wyroku, to Krzymowski wrócił do służby?
Tak. Po powstaniu warszawskim został skierowany przez generała Okulickiego „Niedźwiadka” do walki w Referacie Lotniczym Podokręgu Piotrków AK. Służył też w Komendzie Głównej AK. Już samo to wskazuje na bezzasadność zarzutów stawianych „Kostce”.

Jesień 1944 roku to nie był łatwy czas dla konspiracji. Na czym polegały ówczesne działania struktur konspiracyjnego lotnictwa?

Krzymowski był członkiem tzw. Małej Komendy AK, miał meliny w Częstochowie, Piotrkowie Trybunalskim i Łodzi.

Dowództwo AK starało się wtedy o przysłanie do okupowanego kraju specjalnej brytyjskiej misji. Radio Kielce pisało też o tej sprawie. Do okupowanej Polski przybyła jedynie Misja Freston.

„Kostka” przygotowywał w tym czasie operację lotniczą IV Most, ale i z tego Anglicy się wycofali.

Warszawa. Dokumenty ze zbioru generała Antoniego Hedy pseudonim „Szary”. Na zdjęciu od lewej: Antoni Heda „Szary”, Zygmunt Kiepas „Krzyk”. / Archiwum Akt Nowych

Skończyła się okupacja niemiecka. Sermanowicz pozostał w konspiracji i brał m.in. udział w rozbiciu więzienia w Kielcach w sierpniu 1945 roku, które przeprowadził Antoni Heda „Szary” A co w tym czasie działo się z jego dawnym przełożonym?

Po ostatnim rozkazie gen. Okulickiego o rozwiązaniu AK, major Krzymowski pozostał w konspiracji. 24 kwietnia 1945 roku został aresztowany w Łodzi pod fałszywym nazwiskiem jako Stefan Zaporski, przez sowiecki kontrwywiad wojskowy SMIERSZ. Po kilku tygodniach został przekazany do UB w Łodzi. W sierpniu Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi skazał go na 7 lat więzienia. Karę odbywał w łódzkim więzieniu UB, skąd składał kolejne apelacje. W listopadzie sąd rozpatrzył kolejną apelację pozytywnie, zmniejszając mu karę do dwóch lat więzienia z jednoczesnym zawieszeniem wykonania reszty kary na dwa lata. Po wyjściu z więzienia Krzymowski ujawnił się przed tzw. komisją płk. „Radosława”, Jana Mazurkiewicza.

Wielu oficerów po takich doświadczeniach z nową władzą podejmowało decyzję o wyjeździe na Zachód, a Krzymowski przyjechał do Skarżyska. Po co?

Krzymowski miał tu duże oparcie w swoich podwładnych. Może też liczył na to, iż w Skarżysku uda mu się ułożyć życie, tym bardziej iż tu poznał w czasie wojny i pokochał jedną ze swoich podwładnych, Adelę Jarosz. Związał się z nią, gdy w czasie trwania powstania warszawskiego do Skarżyska dotarła wiadomość, iż jego żona i córka zginęły na Żoliborzu podczas niemieckiego bombardowania. Jak się później okazało, obie przeżyły wojnę i postawiło to majora w dwuznacznej sytuacji…

Jak wybrnął z tej sytuacji?

Nie zdążył tego wyjaśnić ani rozwiązać, bo już 30 stycznia 1946 roku został aresztowany w Skarżysku przez UB pod zarzutem unikania służby wojskowej. Tym razem aresztowano go pod prawdziwym nazwiskiem.

Jego pobyt w Skarżysku został UB zdradzony? Co się stało?

Tego nie wiemy. Krzymowski dość lakonicznie opisuje w swoim raporcie kolejne dwa miesiące, które jak sam pisze – spędził w więzieniu w Kielcach. Prawdopodobnie był to jednak kielecki areszt UB, bo jak mi Pan już wcześniej powiedział – w zachowanych księgach więziennych Krzymowski nie figuruje.

Kielce. Budynek przy ulicy Kapitulnej gdzie mieścił się jeden z aresztów. / Źródło: Radio Kielce

Krzymowski zdawał sobie sprawę, co go czeka?
Na pewno. Miał już za sobą doświadczenia więzienne. W Kielcach oskarżono go o trwałe uchylanie się od służby wojskowej, więc kara byłaby surowa. Nie zamierzał czekać na wyrok sądu i wykorzystując znajomość ze strażnikiem więziennym, który był jednocześnie żołnierzem „Barabasza” – z jego pomocą uciekł z więzienia 1 kwietnia 1946 roku. Wyjechał do Szczecina i Świnoujścia, szukając możliwości przejścia przez „zieloną granicę”. Udało mu się to pod koniec lipca i przez Niemcy dotarł do polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Po otrzymaniu dokumentów uwierzytelniających udał się drogą lotniczą do Londynu, gdzie zameldował się 10 września 1946 roku.

Po tylu latach służby dla kraju Krzymowski mógł się wreszcie w Anglii czuć bezpiecznie, ale czy tak było?

Niestety nie. Krzymowski jechał do Anglii z myślą, iż otrzyma tam należny mu żołd majora za 5,5 roku służby i walki w Polsce. Wierzył, iż dzięki temu będzie mógł pomóc swojej rodzinie i nie tylko. Nie zdawał sobie sprawy, iż Rząd Emigracyjny miał potężne problemy finansowe. Jego pojawienie się w Londynie było dla niektórych niemiłą niespodzianką. W trakcie weryfikacji przebiegu służby w AK Krzymowski znowu został obciążony podejrzeniami o czyny hańbiące oficera AK. Zabiegał o wyjaśnienie tych zarzutów, ale Komisja Weryfikacyjna AK i część emigracyjnego środowiska oficerskiego były głuche na jego argumenty. Nie mamy dziś czasu, żeby szczegółowo o tym mówić, ale sprawa oparła się aż o Prezydenta RP na Uchodźstwie, Władysława Raczkiewicza. Ostatecznie Krzymowski został oczyszczony z zarzutów, jednak jego honor oficerski został urażony tak głęboko, iż na własną prośbę wypisał się z Koła Żołnierzy Armii Krajowej w Londynie.

Dopadło go „polskie piekło”

Dokładnie. Zaczął udzielać się w zjazdach byłych żołnierzy 7 Pułku Ułanów, w którym służył w okresie wojny polsko-bolszewickiej, a następnie do 1927 roku, kiedy to przeszedł do służby w lotnictwie. Niestety w tym czasie dotarli do niego agenci wywiadu zagranicznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego PRL.

A ci, czego chcieli?
Próbowali wykorzystać fakt odrzucenia Krzymowskiego przez część londyńskiego środowiska AK i zwerbować go do pracy na rzecz wywiadu PRL, co im się nie udało. Próby te podejmowali jeszcze kilkukrotnie, aż do połowy lat 50. XX wieku. Korzystali przy tym z donosów najbliższych mu osób, które zostały w Polsce i, niestety, współpracowały z UB. Mimo wysiłków służb komunistycznych nie udało się im zwerbować Krzymowskiego, a w kilku meldunkach operacyjnych agenci komunistyczni otwarcie wyrażali swoje obawy, iż jest on agentem kontrwywiadu brytyjskiego i należy na niego wyjątkowo uważać, bo być może to on zbiera informacje o działalności wywiadu PRL w Anglii.

Ale w Słowniku Biograficznym Cichociemnych życie majora opisane jest inaczej!

Niestety. Te i inne dokumenty potwierdzające niepowodzenia wywiadu PRL wobec Krzymowskiego są zachowane w IPN i aż trudno uwierzyć w to, iż nie zostały uwzględnione przez Pana Tochmana, który sam jest pracownikiem IPN i był autorem biogramu majora Krzymowskiego opracowanego do Słownika Biograficznego Cichociemnych…

Oczerniany przez swoich, tropiony przez agentów… Niełatwe miał życie na obczyźnie.
Krzymowski, obawiając się zemsty służb PRL (o czym pisał w zachowanych listach do rodziny), zerwał kontakty z bliskimi w Polsce i ze znajomymi w Londynie. Wyemigrował do Kanady, gdzie zmarł w 1969 roku. Nie wiedział, iż w 1961 roku wywiad komunistyczny PRL zamknął sprawę jego rozpracowania operacyjnego, w której do końca był figurantem (czyli osobą, wobec której prowadzono działania operacyjne, a nie tajnym współpracownikiem!). Jednocześnie komunistyczna Służba Bezpieczeństwa zerwała współpracę z TW, która donosiła na Krzymowskiego przez 10 lat, od 1951 roku. W uzasadnieniu tej decyzji oficer operacyjny SB z Kielc również napisał, iż ponieśli oni fiasko w próbie werbunku Krzymowskiego przebywającego w Anglii, a ich agenci nie wykluczają, iż mogą być zdekonspirowani przed kontrwywiadem brytyjskim.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, iż jeszcze będzie nam dane opisać fenomen konspiracyjnych struktur lotnictwa w Okręgu Kielce i w samym Skarżysku. Dziś możemy już ze smutkiem powiedzieć: na wieczną wartę odszedł ostatni żołnierz Oddział VII Lotniczego Komendy Okręgu Kielce AK.

Sławomir Snopek, z wykształcenia mgr inż. ochrony środowiska. Wieloletni członek Regionalnego Towarzystwa Przyjaciół Wąwolnicy, gdzie urodził się późniejszy cichociemny Stanisław Krzymowski. Obecnie Prezes Zarządu Towarzystwa. Regionalista, pasjonat historii, autor publikacji o tematyce historycznej, w tym dotyczących historii Wąwolnicy i jej mieszkańców. Wolontariusz Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej. Wyróżniony m.in. plakietą pamiątkową przez dowódcę JW GROM, płk. Jerzego Guta, za upamiętnianie i propagowanie historii cichociemnych, spadochroniarzy Armii Krajowej.

13.02.2016. Dębowiec. Miejsce pierwszego zrzutu. Na zdjęciu (od lewej): Janusz Zabielski, Sławomir Snopek, Jerzy Mamica. / Foto Stefan Glądys – zbiory Sławomira Snopka.

Idź do oryginalnego materiału