Z wojskowego munduru na biegowe trasy
Zanim bieganie stało się istotną częścią jego życia, Piotr Staniszewski służył w wojsku. W 2007 roku rozpoczął zasadniczą służbę wojskową w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej, w dywizjonie lotniczym. Później został żołnierzem nadterminowym i pracował przy naziemnej obsłudze statków powietrznych, także w godzinach nocnych.
Wspominał, iż służba wiązała się z dużymi wymaganiami i ograniczeniami, ale jednocześnie była dla niego wyjątkowym okresem.
- W tamtych latach służba nie była łatwa. Jako żołnierz nadterminowy byłem skoszarowany na terenie jednostki, obowiązywały nas stałe przepustki tylko w godzinach od 15:30 do 6:00 rano. Ale to były piękne czasy. Uważam, iż każdy, kto odbył w tamtych latach służbę wojskową, po prostu nauczył się życia - opowiadał w maju w rozmowie z KCI.
https://kutno.net.pl/wydarzenia/gdzie-pochowac-ukochanego-pupila-w-kutnie-od-dawna-mowi-sie-o-tym-miejscu/IHs9LHJMZRfRLr7coQXuZ przyczyn losowych musiał jednak rozstać się z mundurem i jednostką. Był to dla niego trudny moment, a zmiana życiowej sytuacji odbiła się również na jego zdrowiu.
- Przytyłem prawie do wagi 160 kg. W pewnym momencie zacząłem jednak walczyć o swoje zdrowie i udało mi się powrócić do formy oraz normalnej wagi - przyznawał.
Z czasem udało mu się odmienić swoje życie. Tak narodziła się również marka "Piątkowski Dzik", której towarzyszy hasło: "Trudne rzeczy robimy od razu, na trudniejsze trzeba chwilę poczekać".
Przybiegł ostatni i nie miał powodu do wstydu
Dla Piotra bieganie nie jest wyłącznie rywalizacją o czas i miejsce. Pokazał to m.in. podczas Rykowiska Ultra Trail w Łącku, gdzie zmierzył się z dystansem 39 kilometrów prowadzącym przez lasy i wymagające tereny. Na metę dotarł jako ostatni zawodnik, ale nie traktował tego jako porażki.
- Przybiegłem ostatni i się tego nie wstydzę - podkreślał.
Nie ukrywał też, iż łączenie pracy zawodowej z przygotowaniami do zawodów bywa wyczerpujące. Pracował w branży budowlanej, prowadząc własną działalność, a liczba przepracowanych godzin potrafiła przekraczać 300 miesięcznie.
Na Jesiennym Festiwalu Szakala nie wszystko poszło zgodnie z planem
Kolejne wyzwanie podjął pod koniec października br. podczas IV Jesiennego Festiwalu Szakala. Tym razem nie był to jego dzień. Jak opisał po zawodach, od około 17. kilometra coraz częściej musiał się zatrzymywać i ponownie zbierać siły do dalszego wysiłku. Do tego doszło zgubienie trasy - ostatecznie pokonał około czterech kilometrów więcej.
W pewnym momencie zauważył, iż numery na trasie zaczynają się zmniejszać zamiast rosnąć. Sprawdził więc ślad w telefonie i zorientował się, iż musi zawrócić.
Jak sam opowiada, nie próbował udawać, iż start był udany. Przyznał wprost, iż forma nie dopisała, a na trasie zostawił mnóstwo sił i emocji.
- Czy było grubo? Było. Czy była dobra dyspozycja? Nie było - napisał po biegu.
Jednocześnie podkreślił, iż nie zamierza narzekać. W swoim wpisie podziękował osobom, które wspierały go podczas zawodów. Szczególnie zapamiętał gesty i słowa kibiców oraz znajomych, którzy dodawali mu otuchy, gdy brakowało sił.
Piotr Staniszewski nie chce porzucać pasji
Ostatnio biegacz przyznał w rozmowie z KCI, iż miał chwile zwątpienia i zastanawiał się, czy nie zakończyć swojej przygody z bieganiem. Przy dużym obciążeniu pracą coraz trudniej było mu znaleźć czas i energię na kolejne starty.
- Jakbym zliczył, to by wyszło, iż pracuję ponad 300 godzin. ale dziś już nowy dzień, samopoczucie lepsze i wiem, iż trzeba to robić, choćby być ostatnim, bo tak dużo ludzi daje mi serce. To jest w tym najważniejsze - mówił.













