Mieszkańcy Kijowa o akcji „Ciepła zupa”: ten żurek to znak, iż Polska o nas pamięta

rdc.pl 8 godzin temu

„Polacy są ludźmi ogromnego serca. Dziękujemy za to, iż poświęcacie nam uwagę, iż nie zapominacie o nas, ludziach ukraińskich. Jesteśmy wam wdzięczni” – powiedziała pani Nina, mieszkanka jednego z bloków, w Kijowie, obok którego rozstawili swoje garnki z gorącym żurkiem – jak się wyraziła – „dobrzy Polacy”.

Jeden z punktów, w którym we wtorek rozdawano żurek, stanął w dzielnicy Darnica, obok tzw. namiotu niezłomności. Są to duże ratunkowe namioty wojskowe, w których można ogrzać się, wypić gorącą herbatę i naładować sprzęty elektroniczne.

„My tutaj, w Ukrainie, mimo wojny, jeszcze nie głodujemy. Dzięki Bogu. Ale ten gest, ten żurek, który jest bardzo smaczny... Nie mam innych słów wdzięczności oprócz jednego: dziękujemy. Dziękujemy światu i Polsce, iż o nas pamiętacie” – przyznała pani Ola.

Jednym z organizatorów akcji jest krakowski przedsiębiorca Bartłomiej Szczoczarz. Angażował się w pomoc Ukraińcom, uciekającym przed wojną do Polski, od pierwszych dni pełnowymiarowej inwazji Rosji.

Wokół tej akcji zebrała się cała armia. Telefony, ludzie, którzy pomagali organizować zrzutki, towar, produkty. No i zaczęło się wielkie gotowanie. Gotowaliśmy to wszystko przez cztery doby. Wiemy, jaka jest sytuacja na Ukrainie, wiemy, jaka jest sytuacja w Kijowie. Dziś w nocy był w Kijowie alarm. Dobrze słyszeliśmy obronę powietrzną, która odpierała ataki – relacjonował Szczocarz w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Ataki na energetykę – największe od początku roku

W nocy z poniedziałku na wtorek Rosja przeprowadziła największy od początku roku atak na ukraińską energetykę, używając 450 dronów i ponad 60 rakiet. Ostrzały dotknęły m.in. Kijów, Charków i Dniepr, powodując przerwy w dostawach prądu i ogrzewania podczas 20-stopniowych mrozów.

Tak, było wiele krytyki i hejtu w internecie, który się na mnie wylał. Uważam jednak, iż to, co robimy, jest dobre. Ja w ten sposób uczę moje własne dzieci, iż nie wolno przechodzić obojętnie obok nieszczęścia innego człowieka. A o ile komuś to nie pasuje, to niech to zachowa dla siebie i nie przeszkadza – podkreślił Szczoczarz.

Łukasz Wantuch, były radny Krakowa, który dziś przedstawia się jako zwykły mieszkaniec tego miasta, podkreślił rozdając żurek mieszkańcom Kijowa, iż poprzez tę akcję jej organizatorzy chcą pokazać, iż Polska nie zapomina o Ukrainie.

Tu nie chodzi o żurek, nie chodzi o te laptopy i drukarki, które przywieźliśmy dla młodzieży. Chodzi przede wszystkim o pokazanie, iż większość Polaków jest mądra. I zdaje sobie sprawę z tego, iż choćby jeżeli nie wspiera Ukrainy, to właśnie Ukraina jest między nami a Rosją. o ile Ukraina upadnie – my będziemy następni. Wspomaganie Ukrainy jest wspomaganiem Polski – powiedział.

„Ciepło z Polski dla Kijowa”

W organizacji akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa” uczestniczyli również mieszkający w Polsce Ukraińcy. Do ukraińskiej stolicy przyjechała Ines Oleksy, Ukrainka, która przeprowadziła się do naszego kraju 15 lat temu.

Bo tutaj żyją moi ludzie. Bo to jest mój obywatelski obowiązek. Ja nie zapomniałam, iż mam ukraińską krew. Zawsze mówię, iż jestem w stu procentach Ukrainką i w stu procentach Polką – podkreśliła.

Jeśli Polacy będą potrzebowali pomocy, oddam im całą siebie i cały swój czas. Jestem jednak tutaj po to, żeby taka potrzeba nie zaistniała. Ukraina ma trwać. Ukraina ma bronić całej Europy – powiedziała Ines w rozmowie z PAP.

Idź do oryginalnego materiału