"Mały Katyń Ziemi Sokołowskiej". Powiat Rzeszowski uczcił pamięć pomordowanych w Turzy [ZDJĘCIA]

halorzeszow.pl 2 godzin temu

Uroczystości rozpoczęła msza święta polowa w intencji pomordowanych. Bolesne wydarzenia sprzed lat przypomniał Apel Pamięci oraz salwa honorowa wykonana przez żołnierzy 21. Brygady Strzelców Podhalańskich.

Powiat Rzeszowski reprezentował wicestarosta rzeszowski Jerzy Bednarz wraz z delegacją radnych, którzy złożyli wieńce i zapalili znicze na grobie pomordowanych.

Turza przypomina o jednej z najtragiczniejszych kart historii naszej ziemi. Pamięć o jej ofiarach jest naszym wspólnym obowiązkiem i zobowiązaniem wobec kolejnych pokoleń – podkreślali uczestnicy niedzielnych uroczystości.

Mroczna tajemnica obozu w Trzebusce

Historia turzańskiego lasu wiąże się bezpośrednio z obozem przejściowym NKWD w pobliskiej Trzebusce. Jak wynika z badań dr. Tomasza Łabuszewskiego z Instytutu Pamięci Narodowej, obóz funkcjonował od 15 sierpnia do połowy listopada 1944 roku. Stworzono go na ogrodzonym drutem kolczastym pastwisku, gdzie więźniów przetrzymywano w wykopanych w ziemi ziemiankach.

W jednym z obozowych pomieszczeń urzędował Trybunał Wojenny I Frontu Ukraińskiego. To tam zapadały wyroki – zwolnienie, katorga w radzieckich łagrach lub kara śmierci. Przez obóz przewinęło się około 2,5 tysiąca osób, głównie żołnierzy Armii Krajowej i podziemia niepodległościowego wyłapywanych na zapleczu frontu.

Wśród więźniów Trzebuski znaleźli się m.in. wybitni dowódcy AK: gen. Władysław Filipkowski (komendant Obszaru Południowo-Wschodniego AK), płk Franciszek Studziński ps. Rawicz, ppłk Henryk Pohoski ps. Walery oraz płk Stefan Czerwiński ps. Karabin.

Czytaj również:

Egzekucje w lesie i brutalny proceder

Tych, których skazano na śmierć, wywożono nocami do oddalonego o kilka kilometrów lasu w Turzy. Według szacunków historyków i relacji świadków zginąć mogło tam od 300 do choćby 700 osób. Sowieccy oprawcy mordowali skazańców w wyjątkowo okrutny sposób.

Pierwsze tajne poszukiwania przeprowadzili żołnierze AK z Sokołowa Małopolskiego już w listopadzie 1944 roku. W odkopanych zbiorowych mogiłach natrafili na naje ciała z przeciętymi ostrym narzędziem żyłami oraz rękami skrępowanymi drutem. Groby w lesie były starannie zamaskowane mchem, gałęziami i młodziutkimi sadzonkami drzew.

Likwidacja obozu w Trzebusce nastąpiła po tym, gdy akowcy rozrzucili w Rzeszowie, Sokołowie i okolicach ulotki informujące lokalną społeczność o potajemnych mordach dokonywanych przez NKWD w Turzy.

Czytaj również:

Dekady milczenia i długa droga do prawdy

Przez całe dziesięciolecia okresu PRL zbrodnia w Turzy była objęta ścisłą cenzurą i zmową milczenia. Prawdę próbowano zatuszować. W 1981 roku Międzyzakładowy Komitet Regionalny NSZZ „Solidarność” w Rzeszowie złożył doniesienie o ludobójstwie do Prokuratury Generalnej w Warszawie, jednak po trzech latach śledztwo umorzono.

Przełom nastąpił dopiero po upadku komunizmu. W 1988 roku odbyły się pierwsze oficjalne uroczystości upamiętniające ofiary, a w 1990 roku, pod nadzorem prokuratora przeprowadzono ekshumację ciał 17 osób, z których zidentyfikowano trzech żołnierzy AK z Ropczyc. Pamiątkowy pomnik w lesie turzańskim stanął w 1995 roku.

Dziś Turza pozostaje żywym symbolem heroizmu i cierpienia podkarpackich żołnierzy AK oraz ostrzeżeniem przed bezmiarem komunistycznego terroru.

Idź do oryginalnego materiału