Same publiczne modły, jakie w Pentagonie inicjuje minister Pete Hegseth, budzą pewnie dużo więcej zastrzeżeń w zlaicyzowanej Europie, gdzie politykom zasadniczo „nie wypada” publicznie przyznawać się do wiary w Boga i do pobożności, niż w USA. W Stanach Zjednoczonych każde ważniejsze przemówienie prezydenta kończy się prośbą, by Bóg błogosławił Amerykę. Odwołanie do Boga jest tam ciągle czymś naturalnym. Niezależnie od tego, czy rządzą Republikanie, czy Demokraci.
Pete Hegseth i modły w Pentagonie. Czy w słusznej intencji?
Ale diabeł tkwi w szczegółach. Część uczestników nabożeństw w Pentagonie czuje się co najmniej nieswojo, wzywana przez szefa do „przytłaczającej przemocy” i „wybicia zębów bezbożnym” lub do modlitwy o to, by kule trafiły we wrogów sprawiedliwości i narodu. A choćby by Bóg niegodziwe dusze wydał na wieczne potępienie.
Takich intencji i takiej wizji Boga nie da się pogodzić z chrześcijaństwem. Trudno byłoby zresztą znaleźć ich uzasadnienie także na najbardziej surowych kartach Starego Testamentu, z którego pochodzi przecież przykazanie Dekalogu: Nie zabijaj. Na pewno są to słowa sprzeczne z Ewangelią i nauką Jezusa: „Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie zabijaj, (…) a ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi”.
W Pentagonie żołnierze usłyszeli m.in., iż wysłanie ich do Iranu jest częścią planu Boga. Może w Stanach Zjednoczonych brzmi to inaczej. W Europie Środkowej żołnierze, którzy idą zabijać, mając przekonanie, iż Pan Bóg jest po ich stronie, muszą się kojarzyć z innymi żołnierzami, których przed laty także posłano na wojnę.
Tamta wojna też wcale nie była obronna. choćby jeżeli wódz tych żołnierzy mówił inaczej. A na klamrach ich wojskowych pasów umieszczono słowa „Gott mit uns” (Bóg jest z nami). Z historii wiemy, iż ten gest – z pogranicza bluźnierstwa – nie pomógł owej armii zwyciężyć.
Modły w Pentagonie a sukces Donalda Trumpa za wszelką cenę
Kontrowersyjne modły w Pentagonie wpisują się w szerszy – charakterystyczny dla polityki Donalda Trumpa – kontekst dążenia do sukcesu za wszelką cenę, bowiem wspomniany Pete Hegseth przed rozpoczęciem ataku na Iran mówił: „Żadnych jeńców, żadnej litości dla wrogów”. Nie mówił, jak zamierza to godzić z wiarą w to, iż Bóg miałby sprzyjać żołnierzom ruszającym do walki z takim nieludzkim planem.
Odhumanizowany obraz wojny pokazywany przez amerykańską propagandę skrytykował jednoznacznie metropolita Chicago.
„Prawdziwa wojna z prawdziwą śmiercią i prawdziwym cierpieniem traktowana jak gra wideo – to odrażające” – napisał w oświadczeniu kardynał Cupich. – „Nasz rząd traktuje cierpienie narodu irańskiego jako tło dla własnej rozrywki, jakby to była tylko kolejna treść do przejrzenia podczas oczekiwania w kolejce w sklepie spożywczym”.
Dlatego też takie strategie realizowane przez rządzących Ameryką bolą i odrzucają szczególnie w tygodniu, który chrześcijanie nazywają Wielkim i który ich prowadzi do świętowania Wielkanocy – zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem i euforii nad smutkiem.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania














