Kolejna odsłona kibolskiej wojny w Katowicach. „Odbijanie terenu” na murach

infokatowice.pl 6 dni temu

W Piotrowicach i Ochojcu mieszkańcy po raz kolejny obudzili się w dzielnicy, która stała się areną kibolskiej „wojny na farbę”. W nocy, na początku tego tygodnia, kibole Ruchu Chorzów zamalowali wcześniejsze graffiti związane z GKS-em Katowice. Na udostępnionych zdjęciach widać osoby w kominiarkach podczas malowania – to kolejny epizod konfliktu między zwaśnionymi środowiskami kibicowskimi, który od lat wraca w różnych częściach miasta.

Część wcześniejszych malunków znajdowała się na wiatach śmietnikowych. Były wykonane względnie schludnie i – choć wciąż nielegalne – nie rzucały się aż tak agresywnie w oczy, jak typowe bazgroły. Wśród zamalowanych miejsc znalazło się jednak również prywatne ogrodzenie, co już bezpośrednio uderza w jego właściciela. Po nocnej akcji wandalizmu poprzednie graffiti przykryte został kolejną warstwą farby i nowymi napisami. Efekt jest ten sam, co zawsze: zamiast estetycznego, czystego otoczenia pojawia się „ściana frontu”, na której każda strona chce zostawić swój ślad.

„Dziś zamalują, jutro odmalują”. I tak w kółko

Mieszkańcy nie mają złudzeń: najpewniej w ciągu kilku dni, maksymalnie kilku tygodni, ktoś znów przyjdzie „odbić teren”, domaluje swoje barwy albo wstawi wulgarne dopiski. Potem nastąpi kolejna odpowiedź. Ten schemat w Katowicach i całej aglomeracji powtarza się od lat: jedni malują hasła klubowe, drudzy je niszczą, a na końcu i tak zostaje brudna, przypadkowa mieszanka farby, agresywnych symboli i przekazów, których nie chce oglądać nikt poza uczestnikami tej przepychanki.

Kto za to płaci? Zwykli mieszkańcy

Najbardziej tracą ci, którzy z kibolską „rywalizacją” nie mają nic wspólnego. To mieszkańcy codziennie mijają pobazgrane wiaty i płoty, a wspólnoty czy administracje muszą organizować zamalowywanie, sprzątanie i naprawy – często z pieniędzy, które mogłyby pójść na realne potrzeby osiedla. W praktyce to nie „kibicowanie”, tylko powtarzalne niszczenie przestrzeni wspólnej, które zamienia dzielnice Katowic i miast ośiciennych w pole niekończących się porachunków.

Jeśli podobne sytuacje powtarzają się w danym rejonie, mieszkańcy mogą zgłaszać akty wandalizmu do policji lub straży miejskiej, a zarządcy nieruchomości – zabezpieczać monitoring i dokumentować szkody. Tyle iż bez realnego ścigania sprawców i konsekwencji finansowych ta historia zwykle kończy się tak samo: kolejną warstwą farby.

Idź do oryginalnego materiału