
Chmura to nie jest magiczny byt unoszący się w eterze. To fizyczne serwery, kable i betonowe budynki, które – jak się właśnie okazało – są bardzo podatne na konwencjonalne ataki kinetyczne.
Amazon (AWS) oficjalnie przyznał, iż w wyniku uderzeń irańskich dronów na centra danych na Bliskim Wschodzie, część informacji klientów przepadła na zawsze. Największym absurdem tej historii nie są jednak wybuchające serwerownie, ale przepisy prawa, które w imię „ochrony” danych przypieczętowały ich fizyczną anihilację.
Pozew zbiorowy przeciwko Amazonowi. Streamerzy z Twitcha idą do sądu za trenowanie AI
Zderzenie 11 dziewiątek z rzeczywistością
Amazon od lat promuje niezawodność swoich usług, obiecując mityczne „11 dziewiątek” (99,999999999 proc. trwałości obiektów). Standardowa, chmurowa architektura multi-AZ (kilka stref dostępności w jednym regionie) ma bez problemu przetrwać pożar, powódź czy rozległą awarię zasilania. Problem w tym, iż nikt nie projektował jej na wypadek regularnej wojny.
Seria ataków kinetycznych na infrastrukturę AWS w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Bahrajnie trwała kilka miesięcy. Zaczęło się w marcu od uderzeń dronów, a skończyło w lipcu, gdy irańska rakieta obróciła w gruz ostatni czynny budynek w Bahrajnie. Wniosek? Mityczna redundancja w obrębie jednego regionu to w obliczu konfliktu zbrojnego żadne zabezpieczenie.
Kiedy prawnicy nakazują spłonąć
Najbardziej fascynujący – i zarazem będący kubłem zimnej wody dla dyrektorów IT – jest jednak powód, dla którego danych nie udało się uratować po pierwszych atakach zwiastujących katastrofę. Klienci AWS mogli przecież proaktywnie zmigrować swoje zasoby do innych, bezpiecznych regionów (np. do Europy).
Dlaczego tego nie zrobili? Z powodu lokalnych przepisów o rezydencji danych (data residency). Prawo w ZEA wymaga m.in., aby wrażliwe dane sektora zdrowia pod żadnym pozorem nie opuszczały terytorium kraju, a złamanie tego zakazu grozi potężnymi karami finansowymi. Jak informuje niebezpiecznik.pl, dochodziło do absurdalnych sytuacji, w których działy prawne firm blokowały migrację choćby mocno zaszyfrowanych kopii zapasowych bez kluczy, w obawie przed naruszeniem lokalnych regulacji. W efekcie prawo, które miało chronić dane przed nieautoryzowanym dostępem, doprowadziło do ich całkowitego zniszczenia. Spłonęły w pełni legalnie.
Nie mamy pańskich danych i co nam pan zrobi?
Reakcja giganta z Seattle? AWS wstrzymał opłaty w zniszczonych regionach i zaoferował poszkodowanym 150 milionów dolarów w wirtualnych kredytach na swoje usługi. To komunikat w stylu: „Dorobek waszego biznesu wyparował, ale macie tu darmowe kupony, żeby zacząć u nas wszystko od nowa”.
Dla każdego CIO i szefa bezpieczeństwa ta sytuacja to sygnał do natychmiastowego przeglądu procedur Disaster Recovery. Złota zasada 3-2-1 (trzy kopie, dwa różne nośniki, jedna kopia poza siedzibą) zyskuje dziś nowe, geopolityczne znaczenie. jeżeli twój jedyny chmurowy backup leży w tym samym regionie co serwer główny, to kilka pocisków manewrujących może oznaczać, iż nie masz żadnego backupu.
Jeśli artykuł Irańskie drony i absurdalne prawo. Jak rakiety bezpowrotnie wykasowały dane z chmury Amazona nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.










