Po ataku na Iran i gwałtownym wzroście cen ropy w internecie zaczęły krążyć alarmistyczne hasła o pustych dystrybutorach i powrocie cen po 8 zł za litr. Emocje są zrozumiałe, ale czy rzeczywiście grożą nam braki paliwa? Sprawdziliśmy, co jest faktem, a co efektem paniki.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Rynki reagują nerwowo, ale to nie to samo co kryzys dostaw.
Ropa drożeje, bo rynek boi się Ormuzu
Głównym źródłem obaw jest Cieśnina Ormuz. To strategiczne wąskie gardło, przez które przepływa około 20 proc. światowego handlu ropą. Po eskalacji konfliktu inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko zakłóceń dostaw.
Cena ropy Brent wzrosła powyżej 80 dolarów za baryłkę. Część analityków nie wyklucza scenariusza testowania poziomu 100 dolarów, jeżeli napięcia utrzymają się dłużej.
Jednak równie możliwy jest powrót do niższych poziomów, jeżeli sytuacja gwałtownie się ustabilizuje. Na obecnym etapie zmienność jest wysoka, a prognozy obarczone dużą niepewnością.
Co realnie podnosi ceny na stacjach
Wbrew obiegowej opinii, kierowców bardziej powinny interesować ceny gotowych produktów paliwowych niż sama ropa. Hurtowe ceny oleju napędowego i produktów ropopochodnych rosną szybciej niż sama baryłka.
Olej napędowy reaguje szczególnie mocno, ponieważ rynek obawia się zakłóceń w imporcie paliw z rejonu Zatoki Perskiej. jeżeli wzrosty hurtowe utrzymają się na poziomie 30–40 groszy na litrze, stacje nie będą w stanie wziąć tych kosztów na siebie.
Podwyżki detaliczne w najbliższych dniach są bardzo prawdopodobne. Skala może sięgnąć choćby 40–50 groszy na litrze w przypadku diesla. Benzyna powinna zdrożeć mniej.
Czy grożą nam puste stacje
To najczęściej powtarzane pytanie. Na ten moment nie ma przesłanek wskazujących na fizyczne braki paliwa w Polsce.
Polska posiada obowiązkowe zapasy ropy i paliw, utrzymywane właśnie na wypadek zakłóceń międzynarodowych. System rezerw działa niezależnie od bieżących wahań cen na światowych rynkach.
Eksperci podkreślają, iż choćby jeżeli konflikt potrwa kilka tygodni, kraj ma zabezpieczenia pozwalające utrzymać ciągłość dostaw.
Panika może być groźniejsza niż kryzys
Historia pokazuje, iż to masowe wykupywanie paliwa wywołuje chwilowe problemy, a nie realny brak surowca. jeżeli kierowcy ruszą na stacje z kanistrami, może dojść do lokalnych niedoborów, mimo iż magazyny są pełne.
Taki scenariusz obserwowaliśmy w pierwszych dniach wojny w Ukrainie. Wtedy problemem była panika, nie brak paliwa.










