CZAPLINEK: seniorka z Kluczewa opowiada o swojej życiowej historii. Wiele ciekawych faktów z lat powjennych

lokalnyreporter.pl 3 godzin temu

Historia pani Donaty Kępińskiej z Kluczewa to opowieść o utraconym świecie, wojennej tułaczce i budowaniu wszystkiego od nowa na zachodniopomorskiej ziemi w Kluczewie w gminie Czaplinek. Dziś, mając 91 lat, wspomina dzieciństwo spędzone w litewskim majątku, dramatyczną ucieczkę przed wywózką na Sybir oraz trudne początki życia po wojnie.

Urodziła się w rodzinie ziemiańskiej. Jej domem był dworek otoczony rozległym, ponad 120-hektarowym majątkiem. Spokojne lata dzieciństwa przerwała wojna i narastające represje. Rodzina, obawiając się deportacji na Wschód, zdecydowała się na ucieczkę. To był moment, który na zawsze zmienił ich los.

Po zakończeniu działań wojennych trafili na ziemie zachodnie, w okolice Czaplinka. Początki nie były łatwe. Nowe miejsce, obcy ludzie, niepewność jutra i moralne dylematy związane z zamieszkaniem w domu pozostawionym przez niemieckich mieszkańców. Ojciec pani Donaty długo nie chciał przejąć opuszczonego gospodarstwa, wierząc, iż jeszcze kiedyś wrócą na Litwę. Rzeczywistość okazała się jednak inna – trzeba było zacząć od nowa.

Młoda Donata gwałtownie musiała odnaleźć się w nowych warunkach. Nauka w powojennej rzeczywistości była ogromnym wyzwaniem. Brakowało podręczników, przyborów szkolnych, a często choćby odpowiedniego obuwia. Sama zmagała się z barierą językową, ponieważ język polski nie był jej pierwszym językiem. Mimo to kontynuowała edukację, dojeżdżając rowerem do liceum w Połczynie-Zdroju, pokonując codziennie wiele kilometrów.

Jej życie nabrało dramatycznego tempa, gdy w rodzinie doszło do tragedii. Śmierć siostry i aresztowanie bratowej sprawiły, iż młoda studentka musiała podjąć jedną z najważniejszych decyzji w życiu. Zrezygnowała z dalszej nauki, by zaopiekować się osieroconymi siostrzenicami. Jak podkreślała po latach, nie wyobrażała sobie, by dzieci miały trafić do domu dziecka. Rodzina była dla niej najważniejsza.

Przez kolejne lata aktywnie uczestniczyła w życiu lokalnej społeczności. Przez trzy dekady prowadziła bibliotekę w Kluczewie, promując czytelnictwo i kulturę wśród mieszkańców. Angażowała się także w działalność Koła Gospodyń Wiejskich. W tamtych latach wieś była miejscem tętniącym życiem – funkcjonowały tu młyn, masarnia i poczta, a społeczność była silnie zintegrowana.

Dziś pani Donata wraz z mężem, z którym jest związana od 1958 roku, cieszy się spokojem codzienności. Otacza ich ogród i niewielka pasieka z kilkoma ulami. Choć świat wokół bardzo się zmienił, ona wciąż pozostaje wierna miejscu, które stało się jej nowym domem po dramatycznych doświadczeniach młodości.

To historia o sile, odpowiedzialności i cichym bohaterstwie codzienności – o życiu, które zaczęło się w litewskim dworku, a swoje spełnienie odnalazło w zachodniopomorskiej wsi.

Idź do oryginalnego materiału