Jesteśmy na etapie, kiedy trzeba się poważnie zastanowić, w którą stronę płynie Trans-Atlantyk? Pytanie brzmi efektownie, choć już na starcie wiadomo, iż coś tu zgrzyta. Bo jeżeli trzymać się choćby odrobiny marynarskiej precyzji, to żaden poważny statek nie „płynie”, tylko idzie. Problem w tym, iż relacje między Europą a Stanami Zjednoczonymi coraz częściej przypominają jednostkę, która nie tyle idzie kursem, co dryfuje między deklaracjami a rzeczywistością bez wyraźnie wyznaczonego kierunku.