Chiny budują pierwszy na świecie „lotniskowiec” dla podwodnych dronów. USA mają powody do obaw

imagazine.pl 11 godzin temu

Na zdjęciach satelitarnych ze stoczni w Szanghaju dostrzeżono okręt, jakiego nie posiada w tej chwili żadna inna marynarka wojenna na świecie.

To potężna, nawodna baza, której głównym zadaniem będzie transport, wodowanie i serwisowanie autonomicznych okrętów podwodnych. Chiny po cichu deklasują konkurencję w wyścigu o morską dominację bezzałogowców.

Tajemniczą konstrukcję wypatrzył w stoczni Hudong-Zhonghua analityk białego wywiadu (OSINT) o pseudonimie KAROTASU, a jego ustalenia gwałtownie potwierdził uznany ekspert ds. marynarki wojennej, H.I. Sutton. Kadłub mierzy około 200 metrów długości i blisko 30 metrów szerokości. Choć jednostka jest krótsza od klasycznych lotniskowców z czasów II wojny światowej, jej przeznaczenie jest absolutnie nowatorskie.

Baza wypadowa dla morskich robotów

Zamiast samolotów, okręt ma przenosić drony klasy XXLUUV (Extra-Extra-Large Uncrewed Underwater Vehicles). Mówimy tu o potężnych, autonomicznych maszynach podwodnych, mierzących od 35 do choćby 45 metrów długości. To rozmiar odpowiadający niewielkim, klasycznym okrętom podwodnym z załogą.

Chiński statek-matka został zaprojektowany z myślą o pełnej obsłudze tych jednostek na pełnym morzu. Posiada wewnętrzny hangar, 12-ramienną kołyskę oraz otwierany pokład denny, który pozwala na bezpieczne opuszczanie i dokowanie dronów bezpośrednio pod kadłubem okrętu. Z szacunków ekspertów wynika, iż jednostka będzie w stanie przenosić jednocześnie do czterech takich gigantów.

Koniec z ograniczeniami zasięgu

Dlaczego ten okręt jest aż tak istotny z perspektywy geopolitycznej? Do tej pory chińskie podwodne drony były testowane przy użyciu specjalnych pływających doków, z których wypuszczano je niedaleko wybrzeża. Wymagało to dobrej pogody, infrastruktury portowej i mocno ograniczało promień działania maszyn.

Posiadanie 200-metrowego statku-matki całkowicie zmienia zasady gry. Chińska armia będzie mogła transportować drony w dowolne miejsce na Pacyfiku, serwisować je z dala od własnych wybrzeży i wypuszczać na misje z ogromnym, szacowanym na 10 tysięcy mil morskich zasięgiem. To czytelny sygnał dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników: w ewentualnym konflikcie na Morzu Południowochińskim, autonomiczne roje uderzeniowe nie będą już tylko melodią przyszłości, ale operacyjną rzeczywistością.

Przepis za miliard dolarów. Jak Chiny kupiły sobie pięć lat badań Samsunga

Jeśli artykuł Chiny budują pierwszy na świecie „lotniskowiec” dla podwodnych dronów. USA mają powody do obaw nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału