Tuapse, 28 kwietnia 2026W lutym napisałem optymistyczną blogonocię – po dwóch miesiącach ją podtrzymuję. Jakiś Rosjanin lamentował, iż w 2025 wszystko było tak pięknie, a w 2026 wszystko się wali. I coś w tym jest.
Niestety, czytam tego wszystkiego tak dużo, iż to znów będzie notka bez przypisów. Kto mnie choć pobieżnie obserwuje ten wie, iż śledzę newsy z Rosji i Ukrainy z obsesją przekraczającą wszelkie granice zdrowego rozsądku. Musicie mi wierzyć na słowo.
Optymizm wiązałem dotąd z tym, iż o krachu gospodarczym mówią już sami Rosjanie. Przez lata o tym marzyliśmy, a teraz o tym słuchamy na Moskiewskim Forum Ekonomicznym – gdy dosłownie każdy mówca powtarzał nasze marzenia, iż Rosję czeka krach i to jeszcze w tym roku.
Nawet Putin temu nie zaprzecza tylko wygłasza maksymy, iż „problemy to rzecz przejściowa a Rosja jest wieczna”. I iż znajdzie metodę na odzyskanie wzrostu gospodarczego. interesujące jaką, rozstrzelać każdego kto nie wzrasta?
A ukraińskie drony… ach, ukraińskie drony. Pieśni o nich będą kiedyś śpiewać. Na początku 2022 ekscytowaliśmy się Bayraktarem TB3, dziś jest on jako ten Bf-109E w roku 1945.
Na początku roku Rosjanie zaczęli panikować w związku z „przełomem jakościowym” na froncie. Strefa śmierci powiększyła się do 50 km, co oznacza, iż niedawne bezpieczne zaplecze już nim nie jest. Wiąże się to (ponoć) głównie z dronami średniego zasięgu FP-2, które fruwają sobie bezkarnie nad Donieckiem.
Mamy więc piękne filmiki pokazujące rosyjską ciężarówkę wojskową, która sobie normalnie jedzie drogą wśród cywilnych pojazdów. I coś z nieba robi zzziuuu… kapow! A coś innego z nieba to filmuje.
Z drugiej strony, mamy też piękne modele FP-5 (i ich następcy, FP-7 już testowany bojowo i FP-9, ma wejść latem). To drony dalekiego zasięgu. Od pewnego czasu nie ma dnia (nie przesadzam!), żeby jakiś rosyjski zakład przemysłowy nie stanął w płomieniach.
Kiedyś marzyliśmy, żeby Biden albo Trump dali wreszcie Ukrainie Tomahawki. Teraz se je mogą wsadzić pan majster wie gdzie. A Ukraina już nie musi z nikim konsultować celów.
Najwięcej się dzieje blisko frontu, gdzie drony krótkiego zasięgu latają jak komary (porównanie samych Rosjan). Od dwóch miesięcy Ukrainie udaje się realizować cel „neutralizowania szybciej niż wróg mobilizuje”. Rosja jest netto na minusie!
Ukraina (i jej legendarny Madziar) osiąga to wysyłając choćby po 30 dronów na jednego wroga. To dlatego na tych filmikach z serii „ostatnie sekundy z życia orka” oni robią takie dziwne rzeczy – chowają się za drzewem, biegają wokół samochodu, udają martwych. Po prostu widzimy kolesia, który tak przeżył poprzednie 29 prób.
Drony naziemne, kiedyś całkowite science-fiction, już są realne. Dla ukraińskiej strony, bo „my zamiast robotów mamy niwy i buchanki”, jak to skomentował któryś z nich melancholijnie. Udało się już pierwsze historyczne zajęcie pozycji wroga wyłącznie przez robota, ale przede wszystkim rewolucjonizuje to logistykę. Wrzucali niedawno filmik, na którym robot ewakuował ukraińską babuszkę, która szła o lasce przez strefę śmierci. Wzrusz!
Tymczasem w Rosji nie ma innowacji. Czytałem ostatnio lamenty gościa, który usiłuje robić drony antydronowe, na wzór ukraińskich. Musi głowice robić z cywilnych fajerwerków, nie wolno mu używać choćby dziesięć deko TNT – jeszcze komuś by zrobił krzywdę! Przecież formalnie w Rosji jest pokój, a więc obowiązują pokojowe regulacje.
Inny bloger lamentował nad losem jedynej w Rosji fabryki, która robi jakieś wihajstry dla kolei. Kolei właśnie ogłosiła przetarg, w którym ta fabryka nie może wystartować, bo musiałaby zrobić te wihajstry na własny koszt, potem je rozprowadzić po całym kraju, a jak wszystko będzie OK, czekać 40 dni na zapłatę. Firma więc upadnie, tymczasem w przetargu startuje konkurencja założona przez oligarchę, która te wihajstry zamówi w Chinach.
Oczywiście, to wszystko nie wystarczy do odzyskania Krymu. Ale coraz bardziej realny wydaje mi się wariant Compiegne. W chwili kapitulacji, Niemcy przez cały czas kontrolowali sporo z tego, co im się udało zająć w 1914/1915, w tym prawie całą Belgię. Ba, choćby po kapitulacji kontrolowali kawał Ober-Ostu, bo alianci kazali im powstrzymywać bolszewików.
Teraz to może wyglądać podobnie. Gospodarczy pizdiec, prowadzący do niewypłacania żołdów i masowych dezercji. Plus lokalne negocjacje, jakich było dużo w latach 1918/1919, typu „pozwolimy wam odejść wolno o ile się wyniesiecie do północy”.
A Wy Jak Myślicie? The floor is open.
PS. Nieśmiało apeluję o Wsparcie, hosting ciągle drożeje (serio!).






![Armada dronowa? Tak ale z głową [ANALIZA]](https://cdn.defence24.pl/2026/04/28/1200xpx/UzTsZUpvuDMCq8wGOUb92F3OFUKli2DjXNaO2NQA.ormj.png)



