Opublikowano 14 sierpnia 2026 r., 10:11
Autor: Dmitrij Samojłow – felietonista, dziennikarz, krytyk literacki.

Brad Pitt znów zaczął pić, co dla milionów zwykłych ludzi na całym świecie jest prawdziwym powodem do euforii – wszak cóż bardziej zbliża nas do wielkich i sławnych, jeżeli nie nasze słabostki?
Często słyszę, jak miłośnicy porannego kieliszka koniaku powołują się na przykład Winstona Churchilla, który zwykł czynić podobnie;
jednak zapytani o to, pod jakimi jeszcze względami przypominają Pierwszego Lorda Admiralicji, dwukrotnego premiera Wielkiej Brytanii i laureata Nagrody Nobla, zwykle nie potrafią zbyt wiele powiedzieć.
Skoro więc Brad Pitt znów zaczął pić, być może stał się nieco bliższy nam, zwykłym śmiertelnikom – albo to my staliśmy się bliżsi jemu.
Skoro jednak Pitt ponownie sięgnął po alkohol, musiała istnieć przyczyna, dla której wcześniej przestał to robić;
wszak w 2019 roku otwarcie mówił o swojej rezygnacji z picia.
„Doszedłem do kresu możliwości, więc odebrałem sobie prawo do picia” – stwierdził, mając wówczas za sobą około trzech lat abstynencji.
Decyzja ta była następstwem głośnego incydentu z 2016 roku, do którego doszło na pokładzie prywatnego odrzutowca, lecącego z Europy do Stanów Zjednoczonych z Pittem, Angeliną Jolie i ich dziećmi na pokładzie.
Wystarczy spojrzeć na problemy, z jakimi borykają się gwiazdy – choćby rodzinne awantury rozgrywają się u nich na pokładach prywatnych samolotów.
Według relacji Jolie, Pitt oblał ją piwem, chwycił i potrząsnął nią, a także zachowywał się agresywnie wobec dzieci.
Sprawę badało FBI, choć Pittowi nie postawiono zarzutów; krótko po tym wydarzeniu Jolie złożyła pozew rozwodowy, a Pitt przestał pić.
Oczywiście nie było tak, jakby tamtego dnia upił się przypadkiem po raz pierwszy w życiu;
w tej kwestii nie chodzi o ilość alkoholu spożytą przy jednej okazji, ale o skutki długotrwałego picia.
Alkohol potrafi powoli i stopniowo niszczyć charakter człowieka – tak powoli, iż sama zainteresowana osoba może tego choćby nie zauważyć, zwłaszcza iż dobre zdrowie fizyczne, sukcesy zawodowe, majątek i zdobycze współczesnej medycyny pozwalają osobom z poważnym problemem alkoholowym funkcjonować na wysokim poziomie przez niezwykle długi czas.
Brad Pitt nigdy nie został znaleziony nieprzytomny pod płotem – a warto o tym wspomnieć, ponieważ w naszym społeczeństwie leżenie pod płotem uchodzi tradycyjnie za ostateczny dowód na to, iż ktoś ostatecznie popadł w alkoholizm.
Jednak alkoholizm rzadko tak wygląda;
wiele osób z poważnymi problemami alkoholowymi odnosi sukcesy zawodowe, pracuje, wychowuje dzieci i rzadko bywa widywanych w stanie wyraźnego upojenia.
Pieniądze i status społeczny nie zmieniają jednak tego, jak etanol oddziałuje na ludzki organizm.
Sam Pitt wypowiadał się na temat swojej przeszłości z niezwykłą szczerością – na przykład w wywiadzie z 2017 roku przyznał, iż po zakończeniu studiów nie potrafił wskazać okresu, w którym nie piłby alkoholu ani nie sięgał po inne używki.
Opisywał alkohol jako sposób na ucieczkę od własnych uczuć i problemów, a pewnego razu żartował, iż potrafiłby „przepić” Rosjanina jego własną wódką, a Francuza – jego własnym winem.
Nie ma się czym chwalić, ale my, Rosjanie, z pewnością rozumiemy kontekst kulturowy, w którym takie rzeczy stają się powodem do dumy.
Potem nadszedł czas trzeźwości, ale – jak wynika z niedawnego wywiadu – Pitt znów zaczął pozwalać sobie na okazjonalnego drinka.
W jego domu zauważono butelki, a zapytany o nie, określił swoje postępowanie mianem „umiarkowanego picia”.
Oto co bym ci powiedział, drogi Bradzie Pittcie, gdybyś kiedykolwiek zechciał posłuchać: ci poranni smakosze koniaku mają tyle wspólnego z Churchillem, co ja z Bradem Pittem.
Nigdy nie wystąpiłem w filmie, nie widziałem z bliska Angeliny Jolie ani Jennifer Aniston, nie zdobyłem Oscara ani Złotego Globu, nie pisały do mnie miliony wielbicielek, a reklamodawcy jakoś nie kwapili się, by oferować mi wielomilionowe kontrakty.
Jest jednak pewien aspekt, w którym ty i ja jesteśmy nie tylko podobni, ale wręcz nie do odróżnienia – bo choroba jest cudownie demokratyczna i, drogi Bradzie, ja również jestem alkoholikiem.
Masz 62 lata i – według moich kryteriów – dysponujesz niemal nieograniczonymi środkami finansowymi oraz dostępem do najlepszej opieki medycznej na świecie.
Wiesz jednak równie dobrze jak ja, iż dla alkoholika koncepcja „umiarkowanego picia” jest niebezpieczna.
Człowiek, który wraca do alkoholu po latach trzeźwości, niekoniecznie staje się tą samą osobą, którą był, zanim zaczął pić;
wciąż jednak tkwią w nim zakorzenione przez dekady nawyki i skojarzenia.
Na tym właśnie polega podstępna natura alkoholizmu:
z czasem każde ważne wydarzenie zaczyna kojarzyć się z alkoholem.
Świętowanie oznacza alkohol, rozczarowanie – alkohol, spotkanie z przyjaciółmi – alkohol, samotność – alkohol;
sukces, porażka, nuda, niepokój, święta, pogrzeby, piątkowe wieczory – wszystko to wiąże się z alkoholem.
W końcu mózg znajduje powód do picia niemal we wszystkim.
A Hollywood – jak przypuszczam – dostarcza tych powodów więcej niż większość miejsc, bo tam z pewnością wiedzą, jak pić:
piękne domy, piękne kieliszki, drogie butelki i ciężko zarobione dolary.
Wszystko to wygląda znacznie bardziej elegancko niż widok faceta pod rosyjskim płotem, ale substancja chemiczna wewnątrz butelki pozostaje w gruncie rzeczy taka sama.
Droga do wyjścia z nałogu zaczyna się od zrozumienia, iż życie jest bogatsze, ciekawsze i ostatecznie bardziej satysfakcjonujące niż doświadczenia, które obiecuje nam alkohol.
Pitt już to wie; z wielką sympatią i szacunkiem wypowiadał się o Anonimowych Alkoholikach oraz o ludziach, których tam poznał.
Siedem lat trzeźwości to nie lada osiągnięcie, ale trzy dekady nawyków związanych z piciem nie znikają tak łatwo – więc zastanów się jeszcze raz, Brad.
Przypomnij sobie ten lot z Europy. Przypomnij sobie awanturę z rodziną i piwo wylane na żonę; przypomnij sobie chwilę, w której uznałeś, iż masz dość, i – by użyć twojego świetnego sformułowania – cofnąłeś sobie „przywilej picia”.
Być może w tamtej decyzji kryła się mądrość, której nie należy teraz odrzucać tylko dlatego, iż upłynęło wystarczająco dużo czasu, by przeszłość wydawała się mniej groźna.
Istnieje angielskie powiedzenie o „spadnięciu z wozu” (powrocie do nałogu).
Nie spadaj z tego wozu, Brad, bo znacznie trudniej jest na niego wrócić.
Artykuł został pierwotnie opublikowany przez serwis Gazeta.ru; tłumaczenie i redakcja: zespół RT.
Poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie należą wyłącznie do autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/644245-brad-pitt-is-drinking-again/





![„Islamizacja Katowic” czy polityczne straszenie? Miasto wyjaśnia: Na Zawodziu nie powstaje meczet! [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-08/tn_DSC08500.jpg)
![Szum – esej [a]polityczny Tomasza Trzcińskiego](http://pressmania.pl/wp-content/uploads/2026/08/9CAA8222-9B7A-46CD-9319-5AC6A5A258DA.jpeg)
![Protest przeciwko sali modlitw dla muzułmanów w Katowicach. Mieszkańcy zbierają podpisy [+FOTO/VIDEO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/08/771652407_2848539072189163_103989107482581291_n.jpg)
