Choć od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych artystów disco polo, w Telewizji TVS pojawia się po raz pierwszy! Andre, czyli Andrzej Marcysiak, przyznaje, iż za jego scenicznym sukcesem stoją nie tylko przeboje, ale przede wszystkim ciężka praca, tysiące kilometrów w trasie i bliska relacja z publicznością. Teraz do Szlagierowej Listy trafia utwór Tak Blisko Kochanie, czyli piosenka, która wpisuje się w klimat zarówno śląskich, jak i kaszubskich melodii.
Artysta od lat koncertuje w całej Polsce, a jego repertuar trafia do publiczności niezależnie od regionu. Jak podkreśla, muzyka nie zna granic, a odbiorcy z Kaszub i Śląska często szukają podobnych emocji, czyli melodii bliskich codzienności, wspomnieniom i uczuciom.
Życie między sceną a trasą
Sezon koncertowy dla Andre oznacza niemal nieustanne podróże. Weekendowe trasy liczone są w tysiącach kilometrów, a czas między kolejnymi występami wypełniają przygotowania do następnych koncertów. To rytm życia, który wymaga ogromnej dyscypliny, ale też dobrej organizacji całego zespołu. Artysta nie ukrywa, iż funkcjonowanie w takim tempie bywa wymagające. Z jednej strony jest wokalistą, z drugiej sam sobie jest w tej chwili menadżerem i odpowiada za wiele spraw organizacyjnych związanych z działalnością sceniczną. Mimo to nie wyobraża sobie dziś innego życia. To właśnie bezpośredni kontakt z publicznością i możliwość regularnego występowania dają mu największą satysfakcję.
Od marynarki wojennej do… wielkich scen!
Droga Andre do muzycznej kariery nie była oczywista. Zanim na dobre związał się ze sceną, służył w marynarce wojennej. W tamtym czasie muzyka wciąż była obecna w jego życiu, ale bardziej jako pasja niż plan na przyszłość. Dziś z uśmiechem wspomina chwile, gdy jako młody chłopak oglądał największe gwiazdy muzyki i nie przypuszczał, iż po latach sam będzie występował na tych samych scenach. To doświadczenie nauczyło go jednego – w życiu nie warto zbyt wcześnie zamykać sobie żadnych drzwi.
Nie ma przepisu na przebój
Choć Andre ma na koncie wiele znanych utworów, nie wierzy w istnienie gotowej recepty na hit. Jak podkreśla, choćby najbardziej dopracowana piosenka nie daje gwarancji sukcesu. W jego opinii o popularności utworu często decyduje splot wielu okoliczności – odpowiedni moment, reakcja publiczności, media społecznościowe czy zwykły łut szczęścia. Można zaplanować produkcję, promocję i koncerty, ale nie da się przewidzieć, która piosenka naprawdę podbije serca słuchaczy. Jeden z jego wielu hitów – Ale Ale Aleksandra – początkowo wydawał się całkiem dobrym kawałkiem, ale jak sam przyznaje, nie na taką skalę. Piosenka wręcz wybuchła jako hit i po 12 latach wciąż pojawia się na imprezach i krąży w social mediach.
Najważniejsi są ludzie…
Andre uważa, iż to właśnie relacja z publicznością jest największą wartością jego pracy. Na koncertach regularnie spotyka osoby, które wracają na jego występy od lat. Rozpoznawalne twarze pod sceną są dla niego najlepszym dowodem na to, iż udało się stworzyć coś więcej niż tylko muzyczny projekt. To wspólnota ludzi, którzy przeżywają te same emocje i wracają po nie przy kolejnych koncertach.
– Nie lubię mówić o słuchaczach „fani”, bo jestem z nimi bardzo blisko zawsze. Nie lubię też siebie w pewnym sensie„ „gloryfikować” poprzez to słowo. To są przede wszystkim moi odbiorcy, a choćby przyjaciele… przecież są ze mną tyle czasu, przychodzą na koncerty i mnie wspierają – tłumaczy Andrzej.
Ciężka praca i własny styl
Andrzej podkreśla, iż w muzyce niezwykle ważna jest konsekwencja i własna tożsamość. Przez lata próbował różnych stylistyk, jednak ostatecznie pozostał przy brzmieniach, które najlepiej odpowiadają jego publiczności. Zamiast ścigać chwilowe trendy, stawia na autentyczność. Wie, czego oczekują jego słuchacze i nie zamierza rezygnować z własnego stylu tylko po to, by podążać za modą.
Jak się dowiadujemy mimo ciągłego bycia w trasie, fani mają na co czekać, bo Andre już szykuje kolejne utwory. Jeden z nich ma pojawić się już niedługo…









