W ostatnich tygodniach w polskiej debacie mocno wybrzmiał temat broni jądrowej. Znów zaczęto zadawać pytanie, czy Polska powinna mieć dostęp do broni atomowej – a choćby czy powinna zabiegać o budowę własnego potencjału odstraszania.
Poświęciłem zagadnieniu kilka tekstów, dziś, tytułem uzupełnienia, chciałbym jeszcze odnieść się do dwóch kwestii. Po pierwsze, natowskie nuclear sharing – Czytelnicy pytają, czy Polska powinna stać się aktywnym uczestnikiem tego programu (korzystać nie tylko z gwarancji, ale też we własnym zakresie obsługiwać część tego arsenału).
Jak najbardziej; z punktu widzenia Warszawy udział w nuclear sharing oznaczałby kilka potencjalnych korzyści. Po pierwsze, zwiększałby strategiczną obecność USA na wschodniej flance NATO, a tym samym podnosił polityczną „stawkę” ich zaangażowania w bezpieczeństwo regionu. Po drugie, dawałby polskim siłom zbrojnym dostęp do procedur planowania i szkolenia związanych z operacjami nuklearnymi Sojuszu, co zwiększałoby ich integrację z najważniejszymi strukturami wojskowymi NATO. Po trzecie wreszcie, sam fakt rozmieszczenia broni jądrowej bliżej potencjalnego teatru działań mógłby mieć znaczenie odstraszające wobec rosji.
Nie oznaczałoby to jednak, iż Polska stałaby się państwem nuklearnym w sensie prawnym. Broń pozostawałaby własnością Stanów Zjednoczonych, a jej użycie wymagałoby decyzji politycznej całego Sojuszu.
—–
Druga rzecz dotyczy rozważań o własnej bombie „A” – chciałbym tu zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem czysto wojskowy. W przypadku broni jądrowej najważniejsze znaczenie ma nie samo jej posiadanie, ale zdolność do zadania przeciwnikowi kontruderzenia choćby po tym, gdyby ten spróbował zniszczyć nasze siły w pierwszym ataku. To właśnie ta zdolność – określana w strategii mianem „second strike” – sprawia, iż odstraszanie staje się wiarygodne.
Największe mocarstwa nuklearne zapewniają zdolność do kontruderzenia dzięki rozproszeniu swoich sił. USA i rosja dysponują tzw. triadą nuklearną: rakietami balistycznymi w silosach lądowych, bombowcami strategicznymi oraz pociskami odpalanymi z okrętów podwodnych. Również europejskie państwa atomowe – Wielka Brytania i Francja – opierają swoje odstraszanie przede wszystkim na okrętach podwodnych przenoszących rakiety balistyczne, które mogą pozostawać w morzu przez długi czas i są niezwykle trudne do wykrycia.
Nie bez znaczenia jest także skala terytorium. Duże państwa dysponują ogromną przestrzenią, która ułatwia rozproszenie infrastruktury i utrudnia przeciwnikowi jej zniszczenie w jednym uderzeniu. W przypadku USA i rosji całkowite wyeliminowanie ich potencjału nuklearnego w pierwszym ataku jest praktycznie niewyobrażalne.
Polska nie dysponuje takimi atutami. Ewentualny narodowy arsenał nuklearny musiałby być rozmieszczony w ograniczonej liczbie baz na stosunkowo niewielkim terytorium kraju – baz, których lokalizacja byłaby prędzej czy później znana potencjalnemu przeciwnikowi. W sytuacji konfliktu stałyby się one jednym z pierwszych celów ataku.
Nie oznacza to oczywiście, iż państwo średniej wielkości – choćby dysponujące ograniczonym terytorium – nie jest w stanie zbudować własnego potencjału nuklearnego. Przykłady takie jak Izrael czy Korea Północna pokazują, iż choćby stosunkowo niewielki arsenał może działać odstraszająco. Różnica polega jednak na tym, iż w przypadku Polski taki potencjał musiałby funkcjonować w bezpośrednim sąsiedztwie rosji – państwa dysponującego jednym z największych arsenałów nuklearnych na świecie oraz rozbudowanymi zdolnościami precyzyjnych uderzeń konwencjonalnych.
W takiej sytuacji jeszcze większy nacisk należałoby położyć na przetrwanie pierwszego uderzenia. Zapewnienie odpowiedniej przeżywalności – poprzez rozproszenie infrastruktury, mobilne wyrzutnie czy komponent morski (okręty podwodne!) – oznaczałoby przedsięwzięcie technologiczne i finansowe o skali znacznie większej, niż często zakłada się w publicystycznych dyskusjach.
—–
Tylko czy miałoby to sens? Budowa wiarygodnego potencjału nuklearnego kosztowałaby dziesiątki miliardów dolarów i trwała wiele lat, a przy tym wymagałaby przekierowania ogromnych środków kosztem rozbudowy konwencjonalnych sił zbrojnych. choćby tak wielki wysiłek nie gwarantowałby jednak realnego efektu odstraszania. Posiadanie kilku czy kilkunastu ładunków miałoby przede wszystkim znaczenie symboliczne – wiarygodne odstraszanie wymaga bowiem umiejętności uderzeń o skali strategicznej, w najważniejsze ośrodki polityczne, przemysłowe i infrastrukturalne – rosyjskie centra cywilizacyjne oddalone o setki i tysiące kilometrów od Polski.
Nie posiadając takich możliwości Rzeczpospolita mogłaby znaleźć się w paradoksalnej sytuacji: poniosłaby ogromne koszty budowy własnej broni jądrowej, jednocześnie osłabiając rozwój sił konwencjonalnych – i wciąż nie uzyskując odstraszania porównywalnego z tym, które już dziś zapewnia system sojuszniczy.
Bo wbrew temu, co często sugerują nagłówki, Polska nie stoi przed wyborem między własną bombą atomową a całkowitym brakiem ochrony nuklearnej. Od ponad dwóch dekad znajduje się pod parasolem odstraszania NATO, którego kluczowym filarem pozostaje potencjał strategiczny Stanów Zjednoczonych.
Dlatego realna debata nie dotyczy tego, czy Polska powinna posiadać własną broń jądrową. Pytanie brzmi raczej, jakie miejsce powinna zajmować w zachodnim systemie odstraszania – czy na przykład powinna w większym stopniu uczestniczyć w mechanizmach NATO, takich jak nuclear sharing, albo w przyszłości korzystać z europejskich inicjatyw związanych z potencjałem Francji.
Niezależnie od tego, którą drogę uzna się za najbardziej realistyczną, jedno pozostaje niezmienne: bezpieczeństwo państw europejskich w dalszym ciągu opiera się przede wszystkim na sile sojuszy i wiarygodności wspólnego systemu odstraszania. Innej drogi nie ma.
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.













